Bałagan

Rozmawiam. Dużo rozmawiam. Z przyjaciółmi i sama ze sobą. Im więcej rozmawiam, tym bardziej sama nie wiem, co myślę. A już szczególnie – jak postępować. Nie dlatego, iżby moi przyjaciele raczyli mnie sprzecznymi radami, nie, są oni jak najdalsi od dawania rad. Po prostu mam w głowie bałagan, który zamiast się zmniejszać, powiększa się.

Sporo pracuję. Piszę, niańczę, na maile odpowiadam czasem w autobusie albo na szybko rano, jeszcze z łóżka. Zbieram kasztany. Narzekam, że nie mam się w co ubrać – jedenaście czerwonych sukienek to był niezły zestaw, ale na lato. Poza tym mam #rurzowe włosy, więc mi się te sukienki gryzą. Nie, żebym się tym jakoś bardzo przejmowała. Włosy powodują poza tym zabawne sytuacje na ulicy. Prawie wszystkie dziewczynki poniżej 10 lat odwracają się za mną, a potem z wyraźną zazdrością wołają do mamy/taty/koleżanki: „Zobacz, ona ma różowe włosy!”. Starsze panie też się oglądają, ale tylko zaciskają usta.

Na momenty desperacji założyłam sobie emo-zupę. Generalnie jednak jestem zajęta, a kiedy przestaję być zajęta, jestem zmęczona. I trochę żyję myślą o październikowym wyjeździe w góry, które, jak wiadomo, są remedium na wszystko. Jeszcze tylko 10 dni.

2 myśli nt. „Bałagan

  1. ?!MiSzA!?

    Ehh, góryy. Zawiesiłem buty trekkingowe na kołku prawdopodbnie do marca. Jeszcze do niedawna myślałem o tym z ulgą, ale teraz…

    1. Luca Autor wpisu

      wyrobiłeś normę za moje całe życie (jak dotąd), więc teraz odpoczywaj i nie marudź! ;)

Możliwość komentowania jest wyłączona.