Jesień, jesień

Zgubiłam:
pęsetę (jedyną i dobrą)
pędzelek do malowania oczu (jedyny dobry)
gripex (ale znalazłam)
tubę z rozpuszczalnym wapnem dla alergików
i coś jeszcze, ale zapomniałam, co to było. Pewnie głowa.

Jesień jest piękna, kolory nasycone, a w powietrzu coś takiego, że mi całkiem urywa od mózgu. Dla mnie jesień zawsze była bardziej, nazwijmy to, inspirująca, niż wiosna. Tak więc nie powinnam się dziwić, że jakieś szaleństwa się dzieją (i wcale nie wszystkie ja robię, chciałabym podkreślić). Ot, październik, tylko noc, noc deszczowa i wiatr, i alkohol, że tak poetą zarzucę.

Normalna sprawa, więc chill out, mała. A w razie czego zawsze można wezwać pomoc, są ludzie niezawodni, którzy przyjmą pierwsze uderzenie na swoją szeroką, męską klatę, naleją drinka, nakarmią, wysłuchają, opieprzą, kiedy trzeba. I, przy odrobinie szczęścia, nie skomplikują wszystkiego do reszty.

Pęsetkę i pędzel się odkupi, wapno też, a i cała zagubiona gdzieś po drodze reszta się odnajdzie. Poza tym przyjdzie mróz i zetnie także nasze wariactwa. A na wiosnę… na wiosnę wszystko będzie lepsze.

8 myśli nt. „Jesień, jesień

  1. R.B.

    Czyżby takie klimaty?

    Zanim się serce rozełka
    -czemu? -a bo ja wiem?-
    warto zajrzeć do szkiełka
    w barze „Pod Zdechłym Psem”.

    Hulał po mieście listopad,
    dmuchał w ulice jak w flet,
    w drzwiach otwartych mnie dopadł,
    razem do baru wszedł.

    Oczywiście, to Broniewski.

    1. Luca Autor wpisu

      Nie kuś tym szkiełkiem :-) Zwłaszcza, że mamy już porę grzanego wina, piwnego grzańca z jajem i innych takich dobroci :-)

  2. R.B.

    Mniam!!!!
    Ale w tem klimacie nie tylko o zawartość szkiełka chodziło.
    Dlatego do lektury jesiennej polecam.
    Tytuł wiersza „W barze pod zdechłym psem”

  3. Filet

    Podziwiam ludzi, którzy potrafią umalować się jednym pędzelkiem… Poważnie, przypominają mi cudowne lata kiedy gąbeczka do cieni była szczytem… czegokolwiek związanego z makijażem. Życie było wtedy prostsze…

Możliwość komentowania jest wyłączona.