Koszmary

Północ. Cisza. Leżę i, wstrząsana kaszlem, próbuję zasnąć. Myśli błądzą sobie gdzieś, nie pilnowane. Nie wiedzieć kiedy i dlaczego zaczynam myśleć o wypadkach, ciężkich chorobach, śmierci i samotności.

Panie Boże, obiecaj mi, że on nigdy nie wpadnie pod samochód, nie zachoruje ciężko, nie dostanie zawału serca. Obiecaj, że nigdy nie będę trzymać jego głowy na kolanach, słuchając ostatnich przeprosin. Że nigdy nie obiorę telefonu z policji lub szpitala i nie usłyszę: „pani mąż miał wypadek”. Że nie wjadę pod tramwaj z nim na siedzeniu pasażera. Obiecaj mi, Tobie na jakiś czas uwierzę.

Nie, o dziwo nie miałam tej nocy koszmarów. Śniły mi się całkiem miłe rzeczy. Może dlatego, że usnęłam kurczowo trzymając za ramię mojego ciepłego, spokojnego, śpiącego zdrowym snem męża.