Rosół

Popełniłam, tak. Od południa do siedemnastej gotowałam ten rosół, a poprzedniego dnia wróciwszy do domu całkiem skonana po pracy gotowałam kurczaka z czymś tam, a po rosole jeszcze, czy raczej w trakcie, klopsiki z sosem i do tego kopytka (ale kopytka gotowe, ze sklepu, bez przesady). Następnie upiekłam muffinki i zrobiłam sałatkę i poczułam, że po całym dniu w kuchni już nigdy, nigdy nie weźmie mnie nagła ochota na ugotowanie czegoś dobrego.

Ale nazajutrz trzeba było połowę rosołu przerobić na pomidorową, i w ogóle ogarnąć te warzywa i mięsa z obu zup. No to ogarnęłam. A dziś, jak wróciłam z pracy, zrobiłam sos do makaronu. Nie bolało, ale też nie sprawiło mi to jakiejś wielkiej radości.

Czasem gotuje też Kain. Dobrze gotuje, trochę metodą prób i błędów, a więcej metodą przepisów z internetu, czasem moich przepisów z mojego kawałka internetu, co jest słodkie. Bardzo lubię, wróciwszy zmęczona, dostać pod nos talerz czegoś dobrego i ciepłego, mru. Przypuszczam, że każdy lubi. I chyba głównie dlatego, kiedy mam czas, robię te obiady, myśląc przy tym, a jakże, o moim kochanym mężu, który wróci z roboty głodny i zmarznięty, i oto dostanie pyszne, gorące, prosto na stół.

Ale zazwyczaj jednak nie mam czasu. Trochę szkoda. Rosół wyszedł niezły.

P.S. U nas wszystko dobrze. Bardzo dobrze. Buziaki dla Was :)

3 myśli nt. „Rosół

  1. Alquana

    „robię te obiady, myśląc przy tym, a jakże, o moim kochanym mężu, który wróci z roboty głodny i zmarznięty, i oto dostanie pyszne, gorące, prosto na stół.”
    WZDRYG :)

    Ale i tak zazdroszczę, bo mnie zapał kulinarny opuścił całkiem, dobrze, ze ojciec dowozi słoiki, bobym się żywiła jogurtem i kanapkami z serem.

Możliwość komentowania jest wyłączona.