Miesięczne archiwum: Grudzień 2011

Elegancja srancja (wpis zawiera marudzenie)

Skoro święta, blondynka chciała ładnie wyglądać. Sukieneczki, buciczki nowe, czerwone, szał ciał. Buty są za małe i im dalej w nich wędrowałam, tym bardziej zdawałam sobie sprawę, że o cały numer, choć przy mierzeniu w domu zdawały się ledwo ciut przyciasne w palcach, drobiazg do rozchodzenia. Otóż nie. Czuję się w nich jak Mała Syrenka z wersji oryginalnej i, idąc ulicą, nie mogę myśleć o niczym innym, niż ból stóp. No, chyba, że akurat sobie przypomnę o zostawionym w domu włączonym piekarniku.

Będzie grany szewc, nie ma siły. Kolejne koszta do butów tanich, bo z internetu (dwa razy wymieniałam, raz płacąc za kolejną przesyłkę). Never again.

Do sukienek, jako dziewczyna rozsądna i praktyczna, założyłam leginsy. Takie cieplejsze. Poruszałam się tramwajami, autobusami i pociągami (i raz, dzięki uprzejmości rodziny, samochodem). Nigdzie nie czekaliśmy na środek lokomocji dłużej niż dziesięć minut, a w każdym było względnie ciepło. I dziś rano obudziłam się z (pardon) zapaleniem pęcherza.

Wniosek: jeśli chce się propagować kobiecość, nosić sukieneczki i spódniczki, nie mówiąc już o pończochach i pantoflach – trzeba po prostu mieć samochód. Elegancja nie jest dla plebsu, prawda. Plebs porusza się autobusem, ziębi tyłek na dworze i potem ma za swoje. Tak więc dzisiaj posiedzę sobie chyba w domu, z plebejskim termoforem na podołku, popijając ziółka i zagryzając tabletkami.  Życzcie mi, żeby do jutra przeszło. A z okazji kolejnych okazji będę się lansować w dżinsach. Sorry.

Opowieść wigilijna

Przepis na schab w majeranku:

1. Obtocz schab w majeranku, zostaw na noc. Albo dwie.
2. Owiń schab w folię aluminiową (albo dwie) i włóż do piekarnika na 200 stopni.
3. Zapomnij o nim i dwie godziny później wyjedź za miasto, nie wyłączając piekarnika.
4. Wróć wieczorem, przewietrz mieszkanie, odkrój przypalony spód mięsa. Smacznego!

Rozbierz mnie i złóż na nowo

Ostatnio czuję się w swojej głowie jak pośrodku głośnej hali fabrycznej. Nieustanny szum, hałas bez ładu i składu. Bałagan. Rwą mi się wątki, mylą imiona, rozdwaja obraz.

Obudziłam się dziś o piątej nad ranem i nie mogłam zasnąć – ja, śpiąca kamiennym snem całe noce i w każdych warunkach. Nucę jakieś piosenki sprzed lat, idę w złą stronę. Czytam po trzy razy jeden akapit w książce.

Potrzebuję restartu. Żeby ktoś mnie wyłączył i włączył ponownie. I zdefragmentował też, bo ścieżki pamięci coraz bardziej poplątane. A o ścieżkach wyobraźni lepiej nawet nie wspominać.

Może na początek zażyję magnez.

Wigilia troszkę inna

Moja znajoma co roku organizuje przedświąteczne spotkanie dla przyjaciół. Każdy z nas przynosi coś do jedzenia i spędzamy razem czas, jedząc kapustę z grzybami, pijąc grzańca, wieszając ozdoby na choince, która u niej zawsze jest trochę wcześniej, oraz wymieniając się prezentami. Albo i nie, bo w tym roku jakoś Mikołaj nie zdążył ;) Połowę tej radosnej grupy stanowi moja rodzina, co powoduje zabawne wrażenie, że jesteśmy na rodzinnej imprezie. Ale u nas rodzinne imprezy są bardzo nieformalne, więc nie ma problemu. Dziś na przykład część spotkania odbywała się na materacu, na którym leżał Cain, na którym leżała z książką Najmłodsza, na której leżał kot. Potem Najmłodsza i kot poszli spać, a Cain wysupłał się stamtąd dopiero tuż przed wyjściem, nieco zdrętwiały.

Ogromnie lubię te spotkania, wzruszam się na nich i łapię klimat. Dzisiaj dopadł mnie, kiedy gospodarz podnosił moją siostrzenicę wysoko w górę, żeby zawiesiła ozdoby na górnych gałązkach choinki. To taki absolutnie klasyczny, świąteczny widok.

A dla Was (tych Was, którzy lubią święta) – co jest takim wywoływaczem nastroju?

Szał prezentowy

Uwielbiam święta i uwielbiam kupować prezenty dla najbliższych. Najbardziej lubię, kiedy pomysł na upominek sam wpada do głowy: w magiczny sposób przedmiot i osoba zaczynają w mojej głowie stanowić komplet. Ale chodzenie po sklepach i polowanie na prezenty też jest fajne, i rozmyślanie nad nimi całe tygodnie też. Kupuję je po trochu od początku grudnia i składuję w jednym miejscu. Obecnie zajmują pół parapetu, a na niektóre jeszcze czekamy. Obok leżą papiery do pakowania i czekają, aż postanowię zrobić sobie tę przyjemność i zapakować niektóre prezenty. Bo pakować też uwielbiam, co roku wymyślam design na ten rok, żadnych przypadkowych, ohydnych papierów w mikołaje.

Lubię mieć wysprzątany dom. Przy tym jestem leniem, więc nie mam porządku na co dzień, ale święta są doskonałym pretekstem, żeby posprzątać i umyć to, czego zazwyczaj się nie myje: okna, drzwi, okap nad kuchenką i wszystkie trudno dostępne miejsca. Podoba mi się, że tradycja świątecznych porządków wyznacza mi dwa terminy w roku na te rzeczy. Bo bez terminu nad dupą to ja tak nie za bardzo, niestety.

Lubię tez świąteczne kiermasze, ale to odkryłam dopiero niedawno. Rok temu w okolicach Sylwestra byłam na krakowskim Rynku i urzekła mnie tamtejsza atmosfera. Światła, zapachy, mnóstwo pięknych przedmiotów, grzane wino i oscypek z grilla. W tym roku, dwa dni temu, poszliśmy na Rynek Starego Miasta i kupiliśmy chleb litewski, kindziuk, pyszny ser z czarnuszką i litewski kwas chlebowy. Na miejscu zjedliśmy dobre rzeczy z dymiącego grilla i wypiliśmy grzany miód. Obejrzeliśmy piękne zabawki, świece, ubrania i ceramikę, kupiliśmy prezent i bogatsi w świąteczny nastrój wróciliśmy do domu :)

A w sobotę byłam też na kiermaszu rękodzieła na Powiślu i pozyskałam przypinkę z Audrey Hepburn. Chodziłam tam z oczami naokoło głowy, bo tyle było fajnych ciuchów, kolczyków, przepięknych zegarków… Jestem z siebie niezwykle dumna, bo udało mi się oprzeć pokusie kupienia koszulki Agde z taką grafiką:

Nowy blog ;)

Kiedy ostatnio zakładałam bloga? Nie pamiętacie, co? Ja też nie.

OTO WIĘC JEST. Moje nowe dzieło, rurzowy (no a jakże) dziewczyński blogasek o chłopakach i o tym, jakie mamy z nimi problemy. Będzie: kontrowersyjny, emocjonalny, niepoprawny politycznie. Nie będzie: autobiograficzny, a w każdym razie nie bardzo.

Zapraszam: WOJNA PŁCI
oraz jej fanpage.

Jak wrobić klienta w kredyt

Mój mąż spotkał dziś w Złotych Tarasach panią, która zaproponowała mu kartę „na jeden darmowy bilet we wszystkich Multikinach na terenie Polski, do końca roku”. Karta miała być bezpłatna, ale po uaktywnieniu – płatna 8 zł miesięcznie. WTF, 8 zł miesięcznie za jeden darmowy bilet w roku? No, ale lećmy dalej. Kain poinformował panią, że nie chodzi do kina zbyt często. Wówczas powiedziano mu, że jest to karta rabatowa i pokazano listę innych punktów, w których można dostać zniżkę. Zaaferowana panienka opowiadała mu o korzyściach płynących z posiadania wspomnianej karty, aż w pewnym momencie wymknęło jej się słówko: „kredytowa”.

Tak, proszę państwa, jeden z banków rozdaje karty kredytowe podstępem, z partyzanta, mówiąc potencjalnym klientom, że to karty rabatowe, które trzeba tylko aktywować przez telefon.

Nie było mnie przy tym, karty nie widziałam i nie wiem, czy jest na niej/przy niej jakaś informacja, co właściwie się nabyło. Może jest, a może informuje o tym inna panienka podczas rozmowy telefonicznej. Wiem tylko, że idą święta, ludzie mają obłęd nie tylko w oczach oraz za mało kasy, a jakiś bank próbuje wrabiać ich w kredyty w naprawdę wredny sposób. W tym samym centrum handlowym przedstawiciele Citi Banku rozdawali dziś  koperty z tajemniczą zawartością  – być może to ta sama akcja, a może nie. Ktokolwiek jednak miał taki genialny pomysł na pozyskanie nowych klientów, jest, moim skromnym zdaniem niebogatej posiadaczki dwóch kredytów i leasingu, zwykłym chujem.

Magnacka fortuna

Robiłam małe zakupy w sklepie pod domem. W kasie przede mną stała starsza pani, elegancka jakby mimo woli. Kupowała anchois, jakieś ciastka i parę innych rzeczy. Długo odliczała drobne.

– Resztki magnackiej fortuny – powiedziała i poszła.

Luli *$#% luli, czyli złołysanka*

Śpij, dziecino – bo niani zimno,
śpij, maleńka – tatę głód nęka,
śpij, bejbiku, ciocia chce siku,
śpij, potworze, mama już nie może!

Tatuś by sobie chętnie nalał coli,
ale jak się ruszy, wszystko się spie*&^%$.

Śpij, maleństwo, bo padnie przekleństwo,
spać, maluszki, bo użyję poduszki,
leż, cholero przeklęta, bo zaknebluję i spętam,
luli, luli, uśnij już, bo przyniosę z kuchni nóż!

Niania by coś chętnie zjadła na śniadanie,
ale ty nie zaśniesz, jeśli teraz wstanie.

Śpij, maleństwo, niech śnią ci się wróżki,
śpij, cholero, nim urwę ci nóżki,
śpij, bo zaraz zwariuję i cię zdekapituję,
śpij, bo wnet nie wytrzymam, rączki ci pourzynam.

Ciocia miała resztkę kawy gdzieś na dnie
– ale ryk podniesiesz, jeśli choćby drgnie.
Mamusia chętnie się czegoś napije,
lecz nie ma kiedy, bo wyjesz i wyjesz.

I zaraz w trupa się chyba zaleje,
bo na twój sen już straciła nadzieję!

Podczas tworzenia tej złołysanki nie ucierpiało żadne dziecko.
Za współudział serdeczne pozdro dla aranhy i lesatyra :)
* słowo „złołysanka” też wymyśliła Aranha.

Maraton Blox 2011

Znaczy moje trzecie, a w ogóle piąte. Na zdrowy rozum naprawdę nie wiem, co jest pociągającego w siedzeniu z jakimiś ludźmi przy ustawionych w podkowę stołach i pisaniu notek do siódmej rano. A jednak byłoby mi przykro, gdyby nie było w tym roku Maratonu Blogerów.

I tak sobie siedzimy, popijamy napoje oficjalne i nieoficjalne, piszemy notki na zadane tematy, próbujemy wygrywać jakieś konkursy, nic się nie dzieje… i jest fajnie. Może po prostu kręci nas siedzenie przy komputerach do rana?

foto: Hodowca

foto: Hodowca

foto: Hodowca

foto: Hodowca