Wigilia troszkę inna

Moja znajoma co roku organizuje przedświąteczne spotkanie dla przyjaciół. Każdy z nas przynosi coś do jedzenia i spędzamy razem czas, jedząc kapustę z grzybami, pijąc grzańca, wieszając ozdoby na choince, która u niej zawsze jest trochę wcześniej, oraz wymieniając się prezentami. Albo i nie, bo w tym roku jakoś Mikołaj nie zdążył ;) Połowę tej radosnej grupy stanowi moja rodzina, co powoduje zabawne wrażenie, że jesteśmy na rodzinnej imprezie. Ale u nas rodzinne imprezy są bardzo nieformalne, więc nie ma problemu. Dziś na przykład część spotkania odbywała się na materacu, na którym leżał Cain, na którym leżała z książką Najmłodsza, na której leżał kot. Potem Najmłodsza i kot poszli spać, a Cain wysupłał się stamtąd dopiero tuż przed wyjściem, nieco zdrętwiały.

Ogromnie lubię te spotkania, wzruszam się na nich i łapię klimat. Dzisiaj dopadł mnie, kiedy gospodarz podnosił moją siostrzenicę wysoko w górę, żeby zawiesiła ozdoby na górnych gałązkach choinki. To taki absolutnie klasyczny, świąteczny widok.

A dla Was (tych Was, którzy lubią święta) – co jest takim wywoływaczem nastroju?

2 myśli nt. „Wigilia troszkę inna

  1. madziutek

    Ja uwielbiam Wigilię. Co roku spotykamy się całą rodziną u Tracha babci. Jest gwarno, nie słyszysz własnych myśli ( bo na dzień dzisiejszy jest nas grubo ponad 20os) ale to są takie wyjątkowe chwile kiedy wszyscy jesteśmy razem. Największą frajdę mają dzieci a my z nich. :) A w domu klimat mi robią przygotowania do świąt, głównie te w których uczestniczą dziewczynki. W tym roku mam w planie zrobić bombki z pomarańczy. Trzymaj kciuki :)

  2. Alquana

    Kiedy pierwszy raz poczuje mieszankę zapachu zimna, korzennych przypraw i mandarynek (zwłaszcza mandarynek) – gdziekolwiek, może być nawet w listopadzie, ale ten zapach zawsze mi robi taki wstęp do światecznego nastroju.

    A potem jest drugi etap, taki troche głupi, bo kiedy idę gdzieś ulicą albo przez galerie handlową i widzę te wszystkie ozdoby już w pełnej krasie, światełka, mikołajów, słyszę kolędy i całe miasto wygląda tak odświętnie i w ogóle – o, to wtedy świąteczny radosny pierdolec w pełnej krasie. Co pewnie jest trochę głupie, bo połowę świata to mierzi i drazni, ale lubię, co poradzić. Cała reszta rodzinnego rozgardiaszu i przygotowań a potem świętowania to już są następstwa, ale nastrój zaczyna się własnie tak :)

Możliwość komentowania jest wyłączona.