Z nudów to ja nie umrę

Czy wczoraj był dopiero poniedziałek?

Poszłam do pracy, wyszłam, pojechałam kupić wymarzone perfumy, przespacerowałam się w poszukiwaniu, umówiłam się z księgowym, umówiłam się na randkę z mężem, przełożyłam księgowego (nie, nie przez kolano, tylko na wtorek), popracowałam w domu, poszłam na kolację, do kina (gdzie się podział gentleman Holmes i kiedy zastąpił go ten – seksowny, nie powiem – dziwak z wiecznie obitą, brudną gębą?), wróciłam, stwierdziliśmy przeciek gazu, wezwaliśmy pogotowie gazowe (teraz nie mamy ciepłej wody ani kuchenki), poszliśmy spać, o trzeciej wstałam do wymiatającej pod łóżkiem koty, która nażarła się rafii z kwiatków, wyrzuciłam rafię, wróciłam do łóżka, śniło mi się, że mój kolega umrze, a przedtem napisze o tym powieść, obudził mnie sąsiad z wiertarą.

Mam proste potrzeby: chcę gorącej kąpieli i snu.

Spodobało się? Podaj dalej:
  • Facebook
  • Blip
  • RSS
  • Tumblr
  • Twitter
  • Wykop
  • LinkedIn
  • MySpace

1 odpowiedź do"Z nudów to ja nie umrę"

Skomentuj

Comments RSS Subskrybuj komentarze.
Trackback Leave a trackback from your site.
Trackback URL: http://blog.lluca.pl/2012/01/z-nudow-to-ja-nie-umre/trackback/