Z nudów to ja nie umrę
Czy wczoraj był dopiero poniedziałek?
Poszłam do pracy, wyszłam, pojechałam kupić wymarzone perfumy, przespacerowałam się w poszukiwaniu, umówiłam się z księgowym, umówiłam się na randkę z mężem, przełożyłam księgowego (nie, nie przez kolano, tylko na wtorek), popracowałam w domu, poszłam na kolację, do kina (gdzie się podział gentleman Holmes i kiedy zastąpił go ten – seksowny, nie powiem – dziwak z wiecznie obitą, brudną gębą?), wróciłam, stwierdziliśmy przeciek gazu, wezwaliśmy pogotowie gazowe (teraz nie mamy ciepłej wody ani kuchenki), poszliśmy spać, o trzeciej wstałam do wymiatającej pod łóżkiem koty, która nażarła się rafii z kwiatków, wyrzuciłam rafię, wróciłam do łóżka, śniło mi się, że mój kolega umrze, a przedtem napisze o tym powieść, obudził mnie sąsiad z wiertarą.
Mam proste potrzeby: chcę gorącej kąpieli i snu.
Tagi: dom, Kain, życie Luki
Kategorie: life



Ale patrz, jak człowieka tak porządnie przytłoczy, to nagle okazuje się, że wcale nie chce gwiazdki z nieba, księcia z bajki, cudownego życia, tak naprawde tym, czego najbardziej potrzebuje jest się WRESZCIE KURWA WYSPAĆ! ;]
1 Alquana (24 stycznia 2012 o 13:11)