Jak sfrustrować czterolatkę

Kiedy miałam niespełna pięć lat, wylądowałam w szpitalu z zapaleniem wyrostka. Był to jeden z kilku razy, kiedy zeskoczyłam grabarzowi z łopaty – wszystkie w dzieciństwie lub wczesnej młodości, cudem się wywinęłam, bo operacja w ostatniej chwili. Po operacji poleżałam sobie trochę w tym szpitalu. Traumy żadnej mi to nie zostawiło, choć były to czasy wielkich sal na wiele osób i żadne tam cuda, że mama może być dzieckiem cały czas. Odwiedzali mnie za to często i przynosili stosy książek i kredek, ponieważ, oczywiście, moim problemem nr 1 była nuda (drugim była dieta, szczególnie, kiedy odmówiono mi buraczków na obiad; strzeliłam pięknego focha, bo lubię buraczki). Aha, no i nauczyli mnie bać się igły, do dziś się boję, choć przedtem moja mama, która uczyła się w studium pielęgniarskim, trenowała na mnie pobrania krwi – ku mojemu szczeremu zachwytowi.

Wracając do nudy i książek – czytałam już wtedy całkiem płynnie i w zasadzie mogłam godzinami leżeć w łóżku i oddawać się lekturze (też mi zostało). Niestety rodzina zrobiła mi głupi psikus: przynieśli kolorowankę z angielskimi podpisami.

Jezu, ile ja się nawkurzałam nad tym angielskim. No bo tak: książka jest, czytać umiem, litery znajome – i ni w ząb nie rozumiem. Mój mózg dokonywał wysiłków, codziennie na nowo zaglądałam do tej cholernej kolorowanki, z nadzieją, że coś mi się pomyliło i dziś przeczytam bez problemu. Koncepcja języków obcych nie była mi znana. Wreszcie jakaś starsza dziewczynka powiedziała, że to po angielsku i mi przetłumaczyła (choć sens był raczej oczywisty, ot, podpisy pod obrazkami), ale w żaden sposób nie ukoiło to moich zszarganych czteroletnich nerwów. Fakt, że nie mogę czegoś przeczytać, był po prostu nie do przyjęcia.

Byłaby piękna pointa, gdybym mogła napisać, że zaraz potem rzuciłam się do nauki języków, ale jakoś w 86 nie oferowano przedszkolakom lekcji angielskiego, a potem mi przeszło. Talentu do języków nie mam i staram się nie czytać na głos w językach obcych, choć liznęłam dobrych kilku. Na widok duńskiego albo węgierskiego doznaję podobnego uczucia, co wtedy, ale teraz doskonale wiem, dlaczego tak się dzieje i że jeśli chcę, mogę się nauczyć. Jednak tamto okropne wrażenie pamiętam do dziś :)

7 myśli nt. „Jak sfrustrować czterolatkę

    1. Luca Autor wpisu

      Chodziłam do państwowego przedszkola na takiej jakby wsi, więc może dlatego ;)

  1. siostra

    I Ty to pamiętasz?! Fajnie, ja nawet nie pamiętam, że Byłaś w szpitalu ani, że czytałaś (wiem z opowieści, ale nie pamiętam ni w ząb).
    Ale wiesz… ja i moje dziury w pamięci ;p

  2. R.B.

    W „tej jakby wsi” nauka angielskiego w przedszkolu była … gdy ja miałem 4 lata. Widocznie się nie uchowało.
    Tego incydentu z angielską książeczka nie znałem. A szkoda…
    A wogóle, po co oni tę wieżę budowali???? :-)

  3. A.

    U mnie podobnie, acz nie do końca. Czytam, od kiedy pamiętam. A pamiętam z tego okresu mojego życia wiele. Ciągle czytam bardzo dużo. Co więcej moja praca i pasja, w większości opierają się na czytaniu. Gdy wylądowałam w podobnym wieku w szpitalu nie mogłam się doczekać aż odwiedzający mnie, łaskawie sobie wyjdą bym mogła zostać z nieliczną wówczas grupą dzieci w moim wieku. Bawiłam się z nimi i szalałam po całym szpitalu. Czytałam już wówczas w wolnej chwili (czyt. po nocy). Obecnie mówię, czytam i piszę w trzech językach (oprócz polskiego), rozumiem i porozumiewam się w jeszcze dwóch czy trzech… Pierwszym językiem obcym był niemiecki (miałam 5-6 lat), drugim angielski (ale dopiero w połowie studiów)… obecnie mało pamiętam z niemieckiego… ale ciągle potrafię się dogadać – jeśli potrzebuję. Kocham podróże i staram się ruszać „gdzieś tam”, gdy tylko czas i fundusze pozwolą, i nie wyobrażam sobie sytuacji, w której nie umiem się w podstawowym zakresie porozumieć z „tubylcem”. Apropos chodziłam do państwowego przedszkola (w dziurze zabitej dechami), państwowej szkoły podstawowej (tak naprawdę dwóch, a nawet trzech jeśli liczyć sanatorium), państwowego liceum (w mieście wojewódzkim) i ukończyłam dzienne studia (w dawnej stolicy), również państwowe. Nie ma rzeczy niemożliwych.

Możliwość komentowania jest wyłączona.