Jesteśmy piękni, młodzi i wartościowi (nawet, jeśli samotni)

Przeraża mnie to, że ludzie widzą siebie i innych głównie przez pryzmat związków lub ich braku. Ostatnio znajoma na imprezie opowiadała swojemu towarzyszowi o obecnych tam ludziach. Opowiadanie sprowadzało się zasadniczo do informacji, kto z kim jest zaręczony, zaślubiony lub na kogo leci. Pomyślałam, że to straszne. Jestem sobą, Lucą – blogerką, copywriterką, poetką, imprezową dziewczyną, jestem wieloma rzeczami i pasjami, a nie „żoną Caina”, on zaś jest szalenie interesującym człowiekiem poza tym, że moim mężem. Tymczasem skrócona, imprezowa informacja sprowadza się do tego, że jesteśmy razem. Booriing. *

Gorzej, że ludzie w ten sposób patrzą też na samych siebie. Jeśli ktoś jest singlem, najczęściej dobija go towarzystwo par, wkurza rozmawianie o ślubach znajomych, a nawet przygnębia spotykanie atrakcyjnych przedstawicieli płci preferowanej (bo przecież i tak nic z tego nie wyjdzie). Wielu znanych mi singli – singli nie z wyboru, a z braku szczęścia, bo ci z wyboru to inna historia – wydaje się żyć w przekonaniu, że skoro nikogo nie mają, to są beznadziejni, zapóźnieni w rozwoju życiowym, nieustatkowani i w ogóle skończą nadjedzeni przez owczarka alzackiego lub stado kotów. Inne sprawy, jak stabilizacja zawodowa, ciekawe zainteresowania, osiągnięcia na różnych polach, uroda, inteligencja, styl, wykształcenie i masa innych rzeczy wydają się kompletnie tracić znaczenie wobec faktu, że nie dzielą łoża, stołu i kredytu z drugim człowiekiem. Tak, jakby dopiero czyjaś stała obecność czyniła nas wartościowymi ludźmi, godnymi miłości.

Problem w tym, że jeśli poczucie swojego szczęścia i własnej wartości opieramy na obecności drugiego człowieka i jego do nas stosunku, to już na wstępie jesteśmy w czarnej dupie. Raz dlatego, że ludzie są zmienni i relacje są zmienne, toteż każdy gorszy moment w takiej relacji będzie nas od razu wbijał w poczucie beznadziei. A gorszy moment może pojawić się choćby tylko dlatego, że partner jest chory albo przemęczony. Nie ma to jak łapać doła za każdym razem, kiedy narzeczona ma grypę, PMS albo problemy w pracy, prawda?

Dwa – i tu rzucę nie dość, że banałem, to jeszcze górnolotnym, sorry – dwa, że jeśli nie kochasz sam siebie, to utrudniasz innym pokochanie cię. Jeśli nie umiesz uszczęśliwić siebie, tym bardziej nie uszczęśliwisz dwojga. Jeśli nie żywisz głębokiego szacunku i głębokiego uczucia sam do siebie, to podświadomie dasz w związku sygnały, że nie jesteś go wart. Nieco upraszczam, ale zasadniczo mam rację ;)

Zdaję sobie sprawę, że jak napiszę tutaj: „ludzie, nie róbcie tak”, to nie sprawię magicznie, że osoby, które tak czują, przestaną tak czuć. Ale powiem tak: nie znajdziecie w drugim człowieku tego, czego tak szukacie. Macie to w sobie, w środku, i kiedy już się do tego dokopiecie, druga osoba na pewno pomoże Wam to powiększyć, pomnożyć i rozdmuchać w wielki ogień. Ale nigdy nie polegajcie tylko na niej – polegajcie na sobie, bo nikt Was tak nie potrafi uszczęśliwić, jak Wy sami.


*Uwaga, tłumaczę się: absolutnie nie chodzi mi o to, żeby zgłaszać pretensje do znajomej, którą w ogóle uwielbiam, ale ładnie mi pasowało do tematu. Koniec tłumaczenia się.

8 myśli nt. „Jesteśmy piękni, młodzi i wartościowi (nawet, jeśli samotni)

  1. Alquana

    ładnie mówi ta pani, dac jej wódki.

    Już od jakichś gimnazjalnych czasów wkurzały mnie dziewczynki ze sposobem myślenia „jest beznadziejnie, ale znajdę sobie faceta, to wszystko się zmieni, życie będzie piękne, błyszczące i bez trosk”. Nie ważne jakiego faceta – JAKIEGOŚ. Straszne, że niektórym kobietom zostanje to na całe życie.

    Uzależnienie swojego szczęście od drugiego człowieka to największy strzał w stopę jaki można sobie zafundować.

  2. Future

    Oj tam, zjedzenie przez owczarka alzackiego jest już passe, teraz się jest zjedzonym przez borsuki, jak jakiś tam gwiazdor porno chyba.

    I zasadniczo oczywiście wszystko dobrze powiedziane, tylko trzeba też wziąć poprawkę na innych ludzi, którzy mogą tym pechowym singlom wmawiać, że jak partner się znajdzie to wszystko się zmieni. Nie zliczę ile razy słyszałam od znajomych „znajdziesz sobie faceta to się wyżyjesz i będziesz weselsza”. Nie zliczę ile razy wszelkie moje osiągnięcia życiowe były bagatelizowane na rzecz stwierdzenia, że cokolwiek o prawdziwym życiu to będę wiedziała jak będę miała męża. Albo w ogóle męża i dzieci. To jest postawa, która niestety wynika i z wewnątrz i z zewnątrz, co nie znaczy, że jest fajna w którejkolwiek odsłonie.

  3. R.B.

    Właśnie kilka dni temu rozmawiałem o podobnych sprawach z dawno nie widzianą kuzynką z mojego pokolenia. Wspominając starszych i młodszych zaobserwowaliśmy, że właśnie pokolenie Twoich rówieśników przejawia jednak większą (bo w ogóle jakąkolwiek) akceptację dla bycia singlem. Wierzcie, było gorzej! Mając lat około 30 naprawdę bywało, że zrywało się kontakty z częścią rodziny i znajomych, bo mieli tylko jeden temat: jak człowieka pożenić/wydać. Po biedny i samotny, bez perspektyw – życiowe nieszczęście!.

    Wspominam też (raczej niemile) pewien wakacyjny miesiąc z moich lat dziecinnych. Wypadło mi ten miesiąc spędzić na wsi rozświetlanej lampami naftowymi, takiej „daleko od szosy”. Obcy mi ludzie, widząc w grupie dzieciaków nową twarz nie pytali mnie KTO TY JESTEŚ?, ale „CZYJ TY JESTEŚ?”

    Jednak powoli odchodzimy od społeczeństwa klanowego.

    1. Luca Autor wpisu

      To prawda, że akceptacja dla singli jest większa, ale uwierz mi, moi znajomi single tez są przez rodzinę bez przerwy pytani, kiedy się ustatkują lub składa im się przy każdej okazji życzenia typu: „żebyś sobie żonę znalazł”. To okropne.

      O obecną, ciut lepszą niż kiedyś, sytuację, walczą sami single – ci z wyboru, którzy nie chcą być traktowani jak ktoś, komu się nie udało, tylko jak ludzie, którzy podjęli pewną decyzję. To dobra walka, jak każda walka godność :)

  4. vvv

    Bolesna prawda, szanowne panie – singiel to człowiek albo bez dostatecznej wiedzy o emocjach i ludziach, albo bez dostatecznej motywacji, by móc być w związku. Brak wiedzy, brak motywacji – niewypał.

    Od singli gorsi są chyba tylko genderowcy (tak, feministki, feminisiści, pozostali zboczeńcy).

Możliwość komentowania jest wyłączona.