Dziury w mózgu, ślimaki w górach

Koncentracja minus tysiąc. Zapominam wszystkiego. W którym wagonie siedzę. Jak się nazywał pewien profesor, o którym trzy godziny wcześniej pisałam. Że miałam zjeść, wypić, zażyć. Dziś zapomniałam nawet nazwę miejscowości pod ukraińską granicą, którą znam od dziecka. Nie powiem Wam, której, bo nadal nie pamiętam. Między 9 a 17 się spinam i głupoty staram się popełniać tylko na gruncie prywatnym, ale za to w dwójnasób. Naprawdę niesamowite, ile rzeczy można w ciągu jednego dnia zapomnieć albo zgubić. Na szczęście ludzie, którzy mnie otaczają, prostują rzeczywistość na czas, przynajmniej wtedy, kiedy robi się groźnie (na przykład kiedy źle sprawdziłam pociąg – JA!). Widocznie dziury w mózgu nie są zaraźliwe.

Weekend spędziłam w Beskidach. A. proponował wprawdzie Tatry, jako bardziej obudowane infrastrukturą turystyczną, ale choć z energią u mnie kiepsko, to nie dałam z siebie robić ostatecznej sieroty i poszliśmy na Radziejową. Trzyipółgodzinną trasę rozciągnęłam do pięciu, a powrót z trzech do czterech, ale i tak jestem z siebie dość zadowolona. Niestety wysiadam kondycyjnie, jestem zmęczona, zanim jeszcze zdążą mnie rozboleć nogi. Z drugiej strony nogi siedziały cicho te dwa dni w górach, ale za to dziś napieprzają jak głupie. Zakwasy chyba. Trzeba się więcej ruszać, bo skapcanieję na amen.

Było cudnie. Widok z okna w schronisku był o, taki:

Więcej fajnych zdjęć nie mam, bo trochę padało i nie chciałam moczyć telefonu. Ale wyobraźcie sobie takie wielkie, wysokie drzewa, gładkie pnie prawie do nieba, i po nich ściekające pionowe potoki. Wodospad na każdym drzewie, z każdej strony pnia. Niesamowity widok. Wyobraźcie sobie też rowerzystów górskich, całych w czarne kropki od błota, śpiewających głośno: „Nie boję się gdy ślisko jest!”. I jeszcze szlak, który wydaje się iść zupełnie gdzie indziej, niż naprawdę, i dopiero po kilkuset metrach odkrywasz, że chyba nie tak to miało być, cofasz się pod górę, nurkujesz w krzaki na niewyraźną ścieżkę (omijając dorodne winniczki), żeby za dziesiątym drzewem odkryć ZNAK na pniu. Obyś chodził po ciekawych szlakach. I to powietrze, chłodne, świeże, pachnące do upojenia. Chętnie bym zamieszkała w górach aż do zimy.

4 myśli nt. „Dziury w mózgu, ślimaki w górach

  1. R.B.

    Gdybyś zamieszkała do zimy, chciałabyś do wiosny…

    Ta twoja jedna fotka ustawia mi nastrój na resztę dnia.
    Obrzydliwie zazdroszcę!!!!
    Buźka.
    R.

    1. Luca Autor wpisu

      Nie wiem, zasypanie trzymetrowymi zaspami mogłoby ostudzić mój zapał :D
      Zazdrość, a co!

Możliwość komentowania jest wyłączona.