Pudełko na człowieka

No więc sytuacja wygląda tak, moi drodzy, że niespodziewane plus dwa kilo (z hakiem) i zupełnie niespodziewany brzuch, który pomału zaczyna mnie chyba wyprzedzać, zwłaszcza po obiedzie. I teraz nie mam co na siebie włożyć, to znaczy mam, oczywiście, jedenaście czerwonych sukienek, ale trochę niekompatybilnych z ostatnią tendencją pogodową. Dziś na przykład poszłabym sobie do Cudu Nad Wisłą, ale jak pomyślę, że w nocy ma być 8 stopni, a ja bez spodni, to mi od razu zimno. Wymiana szafy nie wchodzi w grę na razie. Ponoć ma być upalnie w weekend, ale doprawdy nie wiem, co pocznę, jak się znów ochłodzi.  Może będę chodzić zawinięta w kołdrę, względnie pled. Albo w spodniach Caina. Mówi, że pożyczy, dobry chłopak z niego.

Te dwa kilo wcześniej schudłam, choć jak na mój stan błogosławiony, wyjątkowo mało. Teraz niby ważę tyle, co przed ciążą, ale jest mnie JAKBY WIĘCEJ. Nawet nieźle mi z tym.

Notabene przestaje mnie dziwić, że rynek pracy w Polsce nie jest przyjazny dla ciężarnych. Nie bijcie, doczytajcie do końca. Otóż mój lekarz przy każdej wizycie pyta, czy mam zwolnienie z pracy. Nie mam. To chcę? Nie, dziękuję, zresztą mam działalność. Ale na pewno nie chcę? Może jednak? Pani położna, dowiedziawszy się, że zaczynam pracę (w sensie: bardziej normowaną, bo latania tu i tam naprawdę miałam już dość) zapytała: „Po co?! Nie bierze pani zwolnienia?” Wiele osób od razu zakłada, że pracuję tylko z domu lub że to na chwilę. Do cholery jasnej, ciąża to nie choroba, nawet w wieku 30 lat. Pewnie, że pierwsze tygodnie są dość parszywe, pewnie, że chce się spać i jeszcze parę detali trzeba przyjąć na klatę, ale jest to naturalny stan fizjologiczny, do którego organizm jest zazwyczaj świetnie przygotowany i naprawdę nie ma wokół czego robić afery. Tymczasem polskie społeczeństwo, jak mi się zdaje, najchętniej uwiązałoby ciężarną w domu, w roli inkubatora połączonego z odkurzaczem, pralką i zmywarką (bo, jak wiadomo, w domu się nic nie robi całymi dniami, tylko jak baba już w nim siedzi, to powinno być czysto). Jak już urodzi, to też niech z tym dzieciakiem w domu siedzi najlepiej.

A takiego (wiecie jakiego). Nie ze mną takie numery.

Troszkę Was zarzuciłam przemyśleniami z ostatnich trzech miesięcy, bo mi się nazbierało, ale wierzcie mi, że to było i tak w dużym skrócie. I nie, nie wiem, jak doszłam od sukienek i pogody do sytuacji kobiet w Polsce ;) Natomiast, z innej beczki, chciałam zrobić taką małą sondę i zrobię ją na fejsie, więc zapraszam na fan page. Bo, choć póki co nic tu nie pisałam, to tak naprawdę strasznie się jaram nowym, nieznanym mi stanem i teraz już pisać będę, tylko nie wiem, czy tu, czy nowy blog założyć. Ciążowo-mamowy. Nie, nie bójcie się, nie będę wrzucać gołych fotek dziecka ani pisać w pierwszej osobie („Dziś moja mamusia dała mi mleczko późnej, niż zwykle, nie wiem, dlaczego. Bardzo płakałem, ale starałem się Jej nie denerwować, bo Ją baldzo kocham.” AUA.) Ot, muszę sobie gdzieś ulewać nieco emocji ;)

No, więc wbijajcie na fejsa i głosujcie, bo potem to Wy będziecie cierpieć.

10 myśli nt. „Pudełko na człowieka

  1. Orlinos

    O! Aż przerzuciłem Twoje wpisy z ostatniego czasu, bo wydawało mi się, że przegapiłem wiadomość o ciąży. Ale uff, tutaj chyba jest o niej po raz pierwszy, a gdzie indziej mnie nie ma.

    Gratuluję i bardzo się cieszę! Aczkolwiek z każdą wiadomością o kolejnej ciąży wśród znajomych – czy choćby osób mi znanych czuję się coraz starzej. Dobrze, że to nie był wpis o emeryturze…

    Jeszcze raz pozdrawiam, jakoś mi się miło zrobiło dzięki tej wiadomości. :-)

  2. lavinka

    „Otóż mój lekarz przy każdej wizycie pyta, czy mam zwolnienie z pracy.” Potwierdzam, zawsze pytają, od pierwszej wizyty i zawsze zdziwko, że nie potrzebuję, bo wolny zawód itd. Co tylko utwierdza mnie w moich poglądach, że jeśli chodzi o złą sytuację kobiet na rynku pracy, to nie do końca wina „złych mężczyzn”, bo po reakcjach mojego gina za każdym razem wnoszę, że to sytuacja wyjątkowa. Tym bardziej że jako jedna z nielicznych rzeczywiście się do zwolnienia kwalifikuję. No ale ja pracuję w domu, to jakby inna para kaloszy.

    Ech, zazdroszczę niechorowania, u mnie było tak różowo tylko na początku (do 18 tygodnia), też miałam nadzieję na fikanie i pracę na pełnych obrotach. Bo przeca to nie choroba (co z tego że przez pierwszy miesiąc myślałam, że mam grypę żołądkową albo mi się wrzody odnowiły, tak mnie Kluska spacyfikowała na starcie, ale to wina łażenia po górach z 10kg plecakiem jak sądzę). Nawet na rowerze trochę jeździłam. O ile pierwszy pobyt w szpitalu mnie przeraził, ale się z tego szybko wyleczyłam (no bo złe objawy szybko ustąpiły, dostałam proszki, więc spoko Maroko), o tyle drugi pobyt skończył się tym, że zamiast beztrosko fikać dalej – prawie wyłącznie leżę do rozwiązania (a się urządziłam). Jedyny plus, że mogę pracować, bo mam netbuczka. I oczywiście: „szkodzę dziecku pracując przy komputerze” ;)

    Także nie przesadzaj z bieganiną, po co niepotrzebnie ryzykować. Radzi mądry inkubator po szkodzie ;)

    No i gratuluję nareszcie, bo wróble blipowe ćwierkały od kwietnia i nie mogłam się doczekać, aż ogłosisz publicznie ;)

    1. Luca Autor wpisu

      Lavinko, ja nic nie wiedziałam! Gratuluję! :)
      No faktycznie przyszarżowałaś z tym plecakiem… Ja się oszczędzam, nie martw się. Jako człowiek z natury niezbyt silny nauczyłam się dawno słuchać swojego organizmu.

      Trzymaj się tam mocno i Kluska niech się trzyma tak długo, jak powinna!

  3. Kasia

    hej. Gratulacje:).
    Z tymi zwolnieniami to rzeczywiście…… ja w pewnym momencie odbierałam to tak, że powinnam czuć się winna, że jeszcze pracuję; względnie jestem cięzką frajerką bo pracuję zamiast leżeć i pachnieć na tzw. l4.

    1. Luca Autor wpisu

      Dziękuję:)
      No właśnie, i nie ma co kryć, że jakbym nie lubiła swojej pracy (i pracowała na umowę o pracę), to bym się w końcu skusiła, no bo kurde każdy by się skusił.

      1. Lichurec

        ” no bo kurde każdy by się skusił.”

        No i właśnie m.in. przez takie podejście jest „wielki problem” z zatrudnianiem kobiet w ciąży / planujących ciążę…

        bo przecież „każda się skusi” na urlop…

        Znam kilka przypadków kobiet, które – jak Luca – chce pracować jak najdłużej się da a potem jak najszybciej wrócić do pracy, ale są to raczej wyjątki… cała „reszta społeczeństwa” właściwie czeka do pierwszej lepszej okazji, aby zniknąć.
        Bo przecież się należy… WTF?

        1. Luca Autor wpisu

          No ale wiesz, jak lekarz daje zwolnienie, a Ty (załóżmy) ufasz swojemu lekarzowi, to proste, że pójdziesz na nie.

        2. Luca Autor wpisu

          No i wiesz, ja lubię swoją pracę, ale gdybym była bardzo bogata z domu, to bynajmniej bym się przy niej nie upierała!

Możliwość komentowania jest wyłączona.