Czy ja się denerwuję?

Jestem – nie śmiejcie się – dość cierpliwym człowiekiem. Wiele rozumiem, nie tracę gruntu pod nogami z byle powodu, nie robię awantur o późne powroty z jednego piwa lub nie odebrany telefon. Zdaję sobie sprawę, że ludzie – generalnie – bywają zajęci, zmęczeni, chorzy, wyjechani, nie w nastroju itd. Nauczyłam się także z wiekiem, i nie bez oporu krnąbrnego ducha, że niektórzy są mniej wylewni niż inni, że nie każdy lubi pisać długie maile i że milczenie nie musi oznaczać olewania.

ALE.

Nie znoszę obietnic bez pokrycia. Nienawidzę niedotrzymanych terminów. Szczerze gardzę pustymi słowami od osób bliskich. Oczekuję słowności, szczerości i – raz na jakiś czas – podtrzymywania więzi. Cenię także inicjatywę, gdyż nie najlepiej czuję się w roli osoby proszącej o spotkanie.

I kiedy – taki przykład z głowy – umawiam się z kimś, kto nie przychodzi, przekłada, nie odbiera telefonu godzinami, i kiedy taka sytuacja się powtarza, to nawet największe pokłady życzliwości nie są w stanie mnie ułagodzić. Gdyż pierwszą i ostatnią myślą jest, niestety, ta, iż jestem ustawicznie olewana. A o byciu olewaną wolę być poinformowana wprost. Poważnie: stokroć wolę: „sorry, bejbe, było miło, ale wystarczy”, niż głodne kawałki pod ogólnym hasłem „zadzwonię”. I naprawdę bywają sytuacje, gdy nawet największy bagaż wspólnych doświadczeń, beczka soli i jakieś tam wzajemne zaufanie wymiękają w zestawieniu ze zwykłą niesłownością.

W takich chwilach robię się zła, bardzo zła, i myślę sobie same najgorsze rzeczy. A im więcej czasu mija, tym bardziej się wściekam, typowo męskie więc liczenie, że mi przejdzie, rzadko odnosi skutek. W zasadzie nie istnieje sposób na uniknięcie awantury lub tzw. focha – foch jest wersją „nie mam ochoty być miła, ale nie będę się przecież drzeć jak wariatka, więc zmilczę”.

Można mi wynagrodzić (nie „obiecać”, wynagrodzić). Można przeprosić. Można czym prędzej zmienić zachowanie lub zaskoczyć mnie czymś miłym. Można zapewniać o swoich uczuciach, to dość miłe. No i, przede wszystkim, można nie powtarzać błędów.

Można też powiedzieć: „nie rób scen, jesteśmy tylko znajomymi” i tym samym radykalnie mieć z głowy mnie i moje oczekiwania.

2 myśli nt. „Czy ja się denerwuję?

Możliwość komentowania jest wyłączona.