Motyle

Motyle w brzuchu – to bardzo trafne określenie tego, co się czuje, kiedy dziecko rośnie i zaczyna się wiercić. Coś tam bulgocze, coś się porusza i czasem nie wiem, czy burczy mi w brzuchu, czy to czyjś łokieć. Co bardziej zamaszyste ruchy Delfinka powodują podskakiwanie brzucha, lekkie uderzenia od środka czuję całkiem często. Natomiast kiedy ktoś położy na moim brzuchu dłoń, małe uspokaja się lub cofa. Kiedy jest to dłoń Caina, czuję, że dziecko staje się spokojne; zaczyna harcować natychmiast, kiedy on tę rękę zabierze, jakby gwałtownie się rozglądało, gdzie się podziało to miłe źródło ciepła. Czasem odpowie na zaczepkę, na lekkie stukanie. Z drugiej strony, niekiedy przepychamy się przez brzuch, bo chcę na przykład usunąć piętę z miejsca, w którym mnie ona uwiera – zazwyczaj pięta zostaje zabrana. Przypuszczam, że do czasu.

Jestem ogromnie zmęczona. Praca podstawowa i dodatkowa, szukanie mieszkania, pokazywanie naszego potencjalnym lokatorom, lekarze, spotkania i nie wiem, co jeszcze nie zostawiają mi czasu na odpoczynek ani na spacery, na które bardzo powinnam zacząć chodzić. Powinnam, bo mało się ruszam, nie dotleniam się, a nogi już zaczynają boleć od pracy siedzącej (początki choroby krążeniowej, jeszcze z pracy w sklepie). Spacer pomaga – w środę chodziłam półtorej godziny i wróciłam z bólem kręgosłupa, ale do rana  przeszedł bez śladu, a w nagrodę przez trzy kolejne dni nogi nie bolały mnie ani razu. Dopiero teraz zaczynają.

Tak więc trzeba znaleźć czas na spacery, na odpoczynek, na więcej snu, a także na porządne gotowanie, bo, powiedzmy sobie szczerze, jem byle co – głównie kanapki. Ale na początku tygodnia kupujemy sokowirówkę – będę robić soki z owoców i warzyw, zwłaszcza z buraków z natką pietruszki (żelazo). Podejrzewam, że to będzie dość ohydne, ale za to wiem, że skuteczne – moja siostra wyciągnęła się w ten sposób z anemii. Polecam każdemu.

Tymczasem od środy mam urlop, niezbyt długi, ale obiecujący, gdyż w czwartek zaczyna się Woodstock! Nie zamierzam się przesadnie przemęczać, być może nawet będę tylko leżeć, spacerować i jeść. Aha, no i robić zakupy. Przypomnijcie mi, że potrzebuję nowych, czarno-czerwonych kolczyków ;)

Jedna myśl nt. „Motyle

  1. lavinka

    W kwestii anemii polecam pistacje w miodzie. Dużo smaczniejsze i efektywniejsze od tej dziwnej mieszaniny natki z burakami. Buraczki kocham, ale na anemię mi nijak nie pomogły, natka też. Ponoć pomagają też kiełki soczewicy…
    Niestety w moim przypadku żadne naturalne metody nie dały rezultatu. Tardyferon brany już z przymusu też nie powstrzymał krwawiącego nosa i nie poprawił paskudnych wyników badań. W końcu zmieniłam na Chela-ferr (bez recepty) i okazało się, że działa fenomenalnie, krwawienia z nosa znikły w ciągu paru dni. Po miesiącu brania anemia poszła precz. Reasumując, dobrze jest zacząć od naturalnych środków, ale jak nie pomaga, niekoniecznie liczyć się ze zdaniem lekarza i testować różne produkty, coś MUSI zadziałać. A pistacje w miodzie to samo dobro jest. :)

Możliwość komentowania jest wyłączona.