Proszę pani, to nie ciąża, to charakter

Kiedy już nauczyłam się odróżniać porywy serca od porywów mniej szlachetnych i na pewno dokładnie wiem, którym organem myślę, okazało się, że przede mną nowy level.

Charakter czy hormony?
Stres czy hormony?
Serce czy hormony?

Hormony czy niedobór magnezu?!

Ciężkie jest życie kobiety, jeżeli koniecznie upiera się przy samoświadomości, docieraniu do źródeł swoich zachowań, analizowaniu i wiedzy. W sumie nie wiem, czy naprawdę koniecznie potrzebna mi wiedza, czy w obecny nastrój wprawiają mnie bieżące problemy, zawiedzione nadzieje, burza hormonalna, niespełnione zachcianki czy może brak mikroelementów. Efekt jakby ten sam: chodzę podminowana, sama sobie nie ufam. Niespodziewanie się denerwuję, płaczę albo zamyślam. Mam napady namiętności, zapewne powinno się mnie zamknąć w domu, żebym nie szkodziła społeczeństwu i moralności publicznej. W ogóle – chodząca bomba.

Magnez kupiłam. Tyle mogę. Reszta jest męczeniem.

3 myśli nt. „Proszę pani, to nie ciąża, to charakter

  1. Alquana

    Normalnie witaj w moim świecie. Tylko ja nie mogę zrzucić na ciąże -.-

  2. siostra

    A potem zrzuca się na niewyspanie, zmęczenie, zestresowanie, zęby dziecka… ;)
    Tez lubię wiedzieć co mi jest, że coś jest, ale to ciężkie zadanie często.

Możliwość komentowania jest wyłączona.