Rubryka strat i zysków

Miało być o tym, co mnie zasmuca, ale skasowałam. Będzie za to o meblach.

Wywaliliśmy fotel, bo zdałam sobie sprawę, że od dawna służył wyłącznie kotom, co samo w sobie nie jest oczywiście grzechem, ale niestety służył im niekiedy jako zapasowa kuweta, kiedy ta podstawowa wydawała im się zbyt brudna. Albo kiedy coś je wkurzyło. Ponieważ poduszki ze sztucznej waty, czy co to tam było, można prać jednak tylko ograniczoną ilość razy i z czasem jest to coraz bardziej upierdliwe, parę dni temu wróciłam do domu, zobaczyłam plamę na fotelu, spojrzałam na zegarek (10 minut do wizyty potencjalnego najemcy), powiedziałam na głos do siebie: „Dość, kurwa” i zamiast do pralki, wrzuciłam pokrycie do kosza na śmieci. A nazajutrz rozkręciłam stelaż, wynieśliśmy go na śmietnik i tyle.

Po kawałku wywalamy też ramę od łóżka, tę, co pękła w maju i wtedy materac rozbił mi głowę. Rama leżała sobie w częściach na podłodze i na szafie, czekając, aż się ogarnę i sprawdzę, czy w IKEA nie mają tej jednej deski, która nam potrzebna. No to się ogarnęłam i zarządziłam wyrzucenie. Z czasem rozważę banicję materaca, bo mi sprężyny wchodzą w różne miejsca. Co prawda materac ma dziesięć lat gwarancji, ale oczywiście zgubiłam paragon (a jeśli go znajdę, to jak nic okaże się, że jest nie do odczytania po 3 latach) a poza tym szczerze mierzi mnie myśl o organizowaniu człowieka z samochodem, ładowaniu tej kobyły na dachowy bagażnik, wiezieniu do IKEA, wleczeniu do hali, żeby się na przykład dowiedzieć, że nie uwzględnią. Albo żebym za dwa tygodnie odebrała (i znowu żebranie po ludziach o podwózkę i siłę roboczą). Fuj.

Po stronie plusów mamy przyobiecane łóżeczko dla Delfinka, dwie komody na ubranka i wózek-parasolkę. Pewnie, że można kupić, ale skoro są?

Poza tym zrobiłam porządki w ciuchach i, o dziwo, okazało się, że w prawie połowę się mieszczę. Jeszcze. Te za małe wcisnęłam na najniższą półkę i zamierzam schylić się do niej jeszcze tylko raz – przy przeprowadzce, kiedy to wrzucę je do kartonu i nie wyjmę aż do zimy.

A jutro wieczorem podglądanie dziecka i może się dowiemy wreszcie, czy jest nią, czy nim. Stay tuned.

8 myśli nt. „Rubryka strat i zysków

  1. Alquana

    Bardzo ładnie, pochwalam. Nasza rodzina (a przynajmniej kobiety) ma to w genach i wywalanie róznych gratów przychodzi nam bez żalu i dość łatwo, w myśl zasady „rok nawet na to nie zerknęłam, po co mi”. W mnniej lub bardziej ekstremalnych formach, oczywiście, Ciotka potrafi jednym zgrabnym ruchem ręki zmieść całą zawartość biurka do kosza („bo zbierało kurz”), ja tylko gładko wywalam wszystkie sentymentalne rysunki i papierzyska.
    Oczyszczające.

    Oraz, tonem dygresji – błagam Cię, DELFINEK..?

      1. Alquana

        To może od radu Delfin. Wiesz, książe Francji, niech dzieck ma dobry start!

  2. siostra

    A czemu nie Delfinek? W wodzie hasa, ssakiem jest, inteligentny…
    Wiesz oczywiście, że ubranek tez dostaniesz stosowną ilość, prawda? Oraz chustę do noszenia, zabawki…

Możliwość komentowania jest wyłączona.