Kryzys

Jeżeli istnieje kryzys szóstego miesiąca, to ja go właśnie mam. To znaczy nie wiem na pewno, czy to szósty miesiąc, bo zgubiłam rachubę. Jak nie liczę – od końca, od początku i od USG – nic mi się nie zgadza. Ale załóżmy.

Kiedy moja siostra była w ciąży z bliźniakami, Najmłodsza, wówczas bodaj siedmioletnia, chodziła za nią i powtarzała: „Jesteś gruba jak kula ziemska. Jesteś wielka jak kosmos!” Nie była i ja też nie jestem, ale tak się czuję. Brzuch wydaje mi się wielki i ciężki. Skóra napina się i boli. Po jedzeniu jest najgorzej, dziecko plus obiad to już za wiele na jeden brzuch. Zaczynam mieć problemy ze schylaniem się, zawiązaniem butów, podniesieniem czegoś z podłogi – a jeszcze większe ze wstaniem potem. Prócz brzucha i biustu prawie nie przytyłam, ważę ok. 58 kg i czuję, że brak mi przeciwwagi do tej piłki z przodu.

Jestem ciągle zmęczona, czuję się kiepsko. Wkurzają mnie dysputy o tym, że kobiety w ciąży „robią z siebie święte krowy” – to naprawdę nie jest łatwy i przyjemny stan, a ja akurat mam szczęście być zdrowa, dobrze się odżywiać, mieć pracę siedzącą i dużo pomocy na co dzień. Wyobrażam sobie, że dziewczyny z ciążową cukrzycą, anemią, niedowagą, słabą kasą na jedzenie czy np. mające pod opieką starsze dzieci muszą czuć się naprawdę źle. A procent zagrożonych lub po prostu późnych ciąż mamy taki, że powinno się na te dziewczyny chuchać i dmuchać – w interesie polskiego przyrostu naturalnego. Niestety, takie rzeczy tylko w Erze.

Wracając do szóstego miesiąca (czy który to tam jest) – jeszcze KAWAŁ CZASU, a ja już mam dość. Dziecię kopie, wierci się i generalnie robi obcego. Mało śpi – jeśli tak mu zostanie, to nie wróżę sobie świetlanej kariery, zwłaszcza zawodowej. Od września będzie lepiej, bo zamienimy trzecie piętro bez windy na szóste, ale z windą, a ja długi dojazd do pracy autobusem i tramwajem zamienię na kwadrans w metrze. Póki co – miejcie do mnie cierpliwość ;)

16 myśli nt. „Kryzys

      1. sykofanta

        a to faktycznie 15 minut. Ja mam odrobinkę dalej, bo do metra politechnika jadę. i tak teraz lepiej niż wcześniej bo tylko 30 min. zamiast 50!

  1. siostra

    Jakby to powiedzieć… a jak ludzik z kasztana się nie czujesz? :P I nie chodzi nikt za Tobą mówiąc o jajku, któremu wyszły nóżki? ;p
    (zemsta jest zła, ale co tam :P)
    Nie martw się coraz bliżej do końca, a teraz możesz sobie poużywać stanu „świętej krowy” ;)

    1. Luca Autor wpisu

      Taka tam święta krowa, wiecznie w biegu :/
      Jak ludzik z kasztana nie. Jak jajko z nóżkami – JESZCZE nie :D

    1. siostra

      MiSzA – to nie nosić, tylko od razu wozić, w wózku zakupowym. Niech się przyzwyczaja do własnych 4 kółek ;)

Możliwość komentowania jest wyłączona.