Piłka

Rosnę. Grubnę. Czuję się duża i ociężała. Brzuch często boli, bo ciąża tak jakby nie leczy problemów trawiennych, a leków, które zwykle mnie ratują, staram się nie brać. Jestem zmęczona, słaba, zwłaszcza w upalne dni. Znów gorzej śpię – budzi mnie pęcherz i skurcze łydek. Biorę potas, magnez, żelazo, witaminę C i lecytynę, chyba, że zapomnę. Strasznie dużo, wiem.

Ten potas wcale nie pomaga, skurcze nóg mam straszne. Dziś obudziły mnie nad ranem, łydki bolały jeszcze trzy godziny później. Żelazo też chyba średnio się wchłania, pękają mi kąciki ust. Kupiłam sokowirówkę i miałam robić soki, ale, szczerze mówiąc, zniechęca mnie ilość roboty, która przy tym jest. A zwłaszcza zmywania po. Problemy z koncentracją też nie ustępują, niestety.

Mimo, że taka się czuję ciężka i widzę, że brzuch z dnia na dzień coraz większy, wciąż ważę mniej niż 60 kg. Bardzo dobrze, bo jeszcze kawał czasu przede mną. Jeśli pominąć zmęczenie, czuję się bardzo sexy i zmysłowo. To zasługa ludzi, którzy mi często mówią, że świetnie wyglądam w ciąży. Rzeczywiście, lustro też jest przychylne, choć chwilami tęsknię za moim płaskim brzuszkiem i filigranowymi kształtami. Nawet, jeśli w komplecie były małe cycki i mordka szczurka.