Na nowym

Czwarta w nocy. Duszno, gorąco, głośno. Kot Duch chodzi i nawija. Biedna Plamka raz na na jakiś czas próbuje się położyć spać, ale ten głupek zaczyna koncert, więc zrywa się i leci do niego. Za oknem rozdzierające wrzaski na literę „aaaaa”. Coś z hukiem spada. Nie ma mebli, więc jest echo, a do echa dorzućcie koty na panelach. Czuć kurzem i trochę farbą (malowane tydzień temu).

W końcu wstałam, bo ile można się przewracać z boku na bok.

Przeprowadzka była procesem złożonym (w sumie nadal nim jest). Najpierw koleżanka przywiozła mi wielki stos kartonów. Potem  przyjechało kilka osób i razem z Kainem spakowali rzeczy.  Brzmi krótko i prosto, nie? :) Wieczór i pół nocy wyciągania, owijania, chowania, układania. Osobiście zrobiłam niewiele, litościwie wyganiana na kanapę. Plecy wszczynały alarm przy każdej próbie większego zaangażowania się. Wreszcie udało się spakować prawie wszystko, choć był to proces raczej chaotyczny ;-) Padliśmy koło drugiej w nocy.

Nazajutrz rano zaczęło się dopakowywanie i próby sprzątania, mocno ograniczone przez leżące wszędzie kartony, worki i torby. Następnie okazało się, że jednak nie zmieścimy się na raz do transportera. Zostawiłam cały ten pierdzielnik, zabrałam koty, koci bagaż i swojego laptopa i udałam się pod nowy adres czekać na montera od internetu i kuriera z zakupami. Koty wyły w samochodzie prawie cały czas, a trzęsły się w swoim transporterku tak, że i ja cała chodziłam. W domu wlazły do szafy i kontynuowały przez następne parę godzin. Eksplorację rozpoczęły pod wieczór, ostrożnie i z warczeniem, ale kiedy skręciliśmy ich drapak, wyraźnie się odprężyły. Teraz z podekscytowania nie mogą spać, zwłaszcza ten szary gaduła. No a ja przez nie.

Nie obeszło się bez fakapów i wpadek. Dwa razy zapomnieliśmy o kluczach do rozkręcenia orbitreka. Ukradliśmy z poprzedniego mieszkania tacę i pokrywkę. Na miejscu, już po przeprowadzce, nie mogliśmy znaleźć majtek ani patelni. Generalnie udało się jednak przeprowadzić i teraz siedzimy na kartonach, w przenośni, bo dosłownie ja na krześle – szczęśliwie posiadamy krzesła – a Kain usiłuje spać – szczęśliwie posiadamy materac. Z mebli niewiele więcej, jeszcze komody dla delfina. Brakuje szafy na ubrania, jest tylko taka na kurtki i buty. Brakuje biurka – jest stół kuchenny. I krzeseł biurowych. I kanapy. Nie wiem, czego jeszcze, choć mamy już pokaźną listę zakupów i przy odrobinie szczęścia zrealizujemy ją na początku tygodnia. Pozostanie czekać na dostawę mebli, potem się rozpakować i nie zbankrutować.

Generalnie mieszkanie jest bardzo ładne, wygodne i porządne. Nie tak piękne i artystyczne jak poprzednie. Ot, typowe mieszkanie pod wynajem, w porządnym standardzie. Bezpieczne – choć już zauważyłam jeden wystający ze ściany kabel w miejscu gniazdka – praktyczne, spokojne. Bardziej ciche, niż tamto, co nie znaczy, że ciche – okna wychodzą na dwupasmówkę, ale nie jest to Waszyngtona, więc zawsze postęp. Minusem są mole, duchota i konieczność kupienia własnych mebli. Znaczy miałam w życiu jakieś meble, ale część się rozpadła, część została w innych mieszkaniach, a w ogóle nigdy nie meblowałam 50 metrów kwadratowych.

Parapetówy na pół setki osób tym razem nie planujemy – nie mam siły. Może coś skromnego.

Jedna myśl nt. „Na nowym

Możliwość komentowania jest wyłączona.