Niedoczekanie

Nie umiem czekać, mówiłam już? Pewnie ze sto razy. Jeśli jedzenie – to ma być natychmiast, 20 minut szykowania obiadu wystawia moją cierpliwość na bardzo ciężką próbę. Jeśli zakupy, to kurierem, szybko, bo ja już chcę się nimi cieszyć! Jeśli miłość, to zaraz, już, na maksa i do końca, do bólu.

A jeśli nie? To cóż, pójdę i wezmę sobie coś innego, równie fajnego, za to natychmiast. Ostatecznie świat jest pełen dobrego jedzenia, pięknych rzeczy i wspaniałych mężczyzn. Tylko potem będę troszkę żałować, że jednak nie udało się zjeść obu dań.

Tymczasem są takie rzeczy, na które warto czekać. I czasami wiem, czuję to na pewno, gdzieś głęboko – że to tylko kwestia czasu i cierpliwości, pogodnego popatrzenia jak mija czas, a wyrafinowanie danie nabiera smaku i mocy. Że jeśli się na rok-dwa zamknę w tej cholernej wieży, to bajka skończy się tak, jak chcę (nawet, jeśli wszyscy mówią, że nie).  I będą fajerwerki, kwiaty, szampan z truskawkami i rejs jachtem w kierunku zachodzącego słońca.

Na myśl jednak o biernym czekaniu bierze mnie taka, pardon, kurwica, że zrywam się z miejsca i z wrzaskiem „a takiego wała!” rzucam się do walki o swoje, o nowe, inne, ekscytujące i dostępne od zaraz. Wyrywam życiu co się da, zgarniam dla siebie, konsumuję zachłannie, do wyrzygania, a potem od nowa. Jest wspaniale. Mam wszystko, o czym marzyłam i wiele z tego zdobyłam sama. Żyję w bajce, może nieortodoksyjnej, ale za to kolorowej i intensywnej.

Że czasem po czterech latach ryczę w poduszkę za tym, na co nie chciałam poczekać? Och, drobiazg. Każdemu się może zdarzyć.

Jedna myśl nt. „Niedoczekanie

Możliwość komentowania jest wyłączona.