Ostatni karton

To był bardzo ciężki tydzień. Sobotnia przeprowadzka i kolejne dni rozpakowywania kartonów, kupowania i skręcania mebli. Układanie, chowanie, czyszczenie. Odkrywanie usterek mieszkania – które generalnie jest bardzo w porządku, ale właśnie nauczyłam się, jak bardzo różni się wnętrze urządzane do mieszkania od wnętrza urządzanego pod wynajem.

Wreszcie skończyliśmy, rozpakowaliśmy dziś ostatni karton, poustawialiśmy sobie Centrum Dowodzenia Wszechświatem (super, na jednym wielkim biurku oba laptopy, drukarka, dysk, głośniki – wygodnie i blisko siebie) i jeśli jutro będę jeszcze żywa, to może rozważę umycie podłóg po tym wszystkim. Koty zdążyły się zadomowić i zaczęły w miarę spać w nocy, zamiast nap… znaczy tego, biegać po panelach i robić hałas pazurami oraz paszczami. Gorzej z nami, jakoś nie czujemy się jak w domu. Ale wierzę, że się poczujemy.

Gdzieś w międzyczasie przyszedł mój nowy pas ortopedyczny i okazało się, że nie nadaje się do noszenia na co dzień, gdyż obciera. Mogę go zakładać na ubranie i tak robię, gdy jestem w domu i mam sporo do zrobienia. Myślę, że uratował mi co najmniej dwie noce w tym tygodniu – po kilku godzinach spędzonych na gimnastyce w rodzaju: pochylić się, wyjąć coś z kartonu, wstać, odłożyć, schylić się, wyjąć, wyprostować, odłożyć, przeciągnąć karton do drugiego pokoju, schylić się, wyjąć, wstać, schować… – po kilku godzinach powinnam umierać z bólu pleców, a było całkiem nieźle. Poza tym posiadłam legginsy i spodnie z miejscem na brzuch, a brzuch jest wielki i niesymetryczny, tu coś wystaje, tam coś się rusza i stanowczo nie życzy sobie żadnego ucisku. Najmniejszego.

Poza tym Cain dostał zapalenia spojówek i po wizycie w aptece uznałam, że mógłby facet mieć jakieś tańsze fanaberie. Ale co robić. Aplikuje kropelki i cierpi, a ja wyrażam współczucie i obsesyjnie myję ręce, bo bardzo nie chcę uczestniczyć w tej imprezie.

A tak całkiem poza tym to powiem Wam, że czasem bardzo bym się napiła. Wina na przykład. Po pół roku życia na trzeźwo tak bym sobie z raz, dla kurażu, na życiową odwagę, na zmęczenie, na stres… Wprawdzie alkohol nie rozwiązuje problemów. Ale mleko też nie.

2 myśli nt. „Ostatni karton

  1. siostra

    A wiesz, że jest wino bezalkoholowe? Ja wiem, że to nie to samo. Oraz nie wiem jak smakuje…. ale jakbyś miała to chętnie sprawdzę czy dobre :P

Możliwość komentowania jest wyłączona.