Głową w dół

36 tydzień. Czy jakoś tak. Ostatnie USG wykazało, że młoda wisi w pozycji netoperka, głową do dołu (dźgając mnie łbem w pęcherz, a jakże), czyli wszystko ok. To coś, co na 100% nabiło mi już na zawsze wielkiego sińca od wewnątrz, po prawej stronie – to nogi. Symetrycznego siniaka, który boli tylko trochę mniej, nabija mi z lewej dupką.

Mówią, że waży 2900. Jak dla mnie wystarczy, w żadnej z rodzin nie było ostatnio urodzaju na wielkoludów. Ale podejrzewam, że skoro ma jeszcze miesiąc, to zdąży sporo przybrać. Zwłaszcza, iż ŻRĘ. Wpierdzielam na potęgę, co na drodze, to nieprzyjaciel. Niby nie jestem głodna, albo tylko trochę, a zmiatam z talerza każdą ilość żarcia i o dowolnej porze. Nigdy tak nie miałam. A co zjem, leci w młodą, ja ważę 63 kg i poza brzuchem mało urosłam, odpukać. No więc co, nie dam jej? A niech ma.

Ogólnie jest słabość wielka i zmęczenie. Brzuch ciąży, spać niewygodnie, jak stoję, to mi słabo, jak idę, to się męczę, jak siedzę, to bolą mnie plecy i brzuch. Podczas pracy panna kopie mi w biurko. Mam wory pod oczami, wiecznie zmęczony wyraz twarzy i nie chce mi się malować. Lustrzyca mnie dobija. Na domiar złego zszedł mi paznokieć (tak, ten, co mi na niego od lat ciągle ktoś nadeptuje). Tęsknię za nim. W ogóle kiedyś byłam sexy laską, pamiętam. Albo już nie pamiętam.

W całym tym Sajgonie wzięliśmy dwa dni urlopu i jedziemy do czeskiej Pragi. Wersja lux, czyli eurocity i rezerwacja w fajnym hostelu. Kiedyś to się jeździło: nocnym na korytarzu albo mazdą Izu, z obowiązkowym poślizgiem na autostradzie i nerwowym szukaniem gazu do zatankowania. W ciemno, bez rezerwacji w ostatni weekend września (wylądowałyśmy w hotelu robotniczym na Żiżkowie – śmierdziało grzybem, a z okien sąsiednich budynków pijani panowie zapraszali nas w gości). Teraz to szał ciał i uprzęży, bo przecie nie będę wiozła brzucha w ciasnocie. W planach mamy koncert Amandy Palmer, czeskie żarcie i ogólnie ostatni samotny urlop. Caaałe cztery dni, z czego prawie dwa w podróży.

Uprzedzając Wasze pytania – nie, nie zamierzamy rodzić w Czechach. Za to zamierzam robić nam masę zdjęć i mieć na pamiątkę.

3 myśli nt. „Głową w dół

  1. Future

    Zazdraszczam Amandy. I bawcie się dobrze, potem będziecie wspominać ostatnie epickie wybryki we dwoje (porównując je do tych w trójkę, które nie wątpię, że też bedą).

Możliwość komentowania jest wyłączona.