Lubimy mruczenie

Dziecko wewnętrzne lubi mruczenie. Kocie mruczenie. Od samego początku włażący na brzuch kot witany jest łaskawie, o ile mruczy. W pewnym momencie Duch zaczął przychodzić częściej i chętniej, specjalnie po to, żeby pomruczeć do brzucha. Przed ciążą rzadko do mnie przychodził, bo to jest ukochany kotek Caina, który mnie owszem, nawet lubi, ale żeby się tak od razu sam z siebie spoufalać, to nie.

Teraz przyłazi, kładzie się na mnie albo obok, przylega do brzucha i mruczy. Wczoraj wcisnął się między mnie a Caina, kiedy właśnie leżeliśmy i gapiliśmy się na podskakujące pudełko na człowieka. Bo to już ten etap – dziewczyna jest już spora, ale ma jeszcze trochę miejsca i kiedy wierzga, widać to na zewnątrz. Duch zauważył nasze niezdrowe zainteresowanie i ułożył się w szalenie dziwnej pozycji, z głową niżej a tyłkiem wyżej, przyciśnięty do mnie bokiem, po czym zapuścił motor.

W tym momencie pannica w środku oszalała ze szczęścia i najwyraźniej postanowiła przytulić kotka. Wyglądało to, jakby zaraz miała sobie przebić dziurę i do niego wyleźć. Przewalała się w środku, z wyraźną koncentracją boksowania tam, gdzie od zewnątrz było mruczące  futro. Duch robił minę „ależ bardzo mi wygodnie i przyjemnie, tej wersji będę się trzymał” i mruczał dalej, a ona napierała od środka. Umierałabym ze śmiechu, gdybym raz na jakiś czas nie łapała się za brzuch, pojękując – młoda ma parę i coraz bardziej jestem przekonana, że od wewnątrz mam już siniaki.

Wreszcie kot się znudził albo po prostu zbyt wiele razy oberwał, i poszedł sobie, a ona się trochę uspokoiła. Ale już widzę, jak z czasem młoda będzie Ducha tarmosić za ogon, uszy i łapy, a on z miną męczennika będzie jej na wszystko pozwalał…