Priorytety

Nie to, że ciąża daje plus 100 do zen, bynajmniej, niestety.
Ale daje priorytety, którymi są:

– spanie
– jedzenie
– odpoczywanie
– jedzenie
– odpoczywanie
– spanie.

Na resztę mam zasadniczo wyjebane. Polityka mi obecnie wisi dorodnym kalafiorem, tzn. owszem, oburza, ale nie aż tak, żebym się miała wypowiadać. Dowcipy śmieszą, o ile są krótkie i proste. Długie zajmują cenny czas, który można poświęcić na efektywną pracę, żeby zaraz po niej iść spać. Makijaż zdaje mi się zbytkiem, zamiast tego lepiej spokojnie zjeść śniadanie. I tak dalej.

Do tego jestem przeziębiona i panikuję, że zapadnę na kaszel. A kaszel to wiecie: skurcze z tego mogą być. Tymczasem dama niby ukończona, ale wciąż malutka. Niechby jeszcze z kilogram przytyła, zanim zacznie marznąć na zewnątrz…