Facet idealny

Odkąd wiadomo, że jestem w ciąży, słucham nieprzyzwoitych wręcz ilości komplementów. Nie wiem, może to jest przyjęte po prostu, że kobiecie w ciąży trzeba mówić, iż świetnie wygląda. Ale ja faktycznie słyszę to bez przerwy i coraz częściej. Rzut oka w lustro potwierdza, że jest nieźle. Znaczy wiadomo, że brzuch jak ta piłka, na której teraz właśnie siedzę, pisząc. Że tu i ówdzie więcej, że nogi puchną, że zmęczenie. Poza tym jednak jest nieźle, a widywałam dziewczyny w ciąży strasznie wymizerowane, po których widać było, że się męczą. Po mnie nie widać.

I tak sobie myślę, że jeśli jest w tym czyjaś zasługa, to tylko i wyłącznie Caina, który od początku opiekuje się mną – nami – jak nikt. Kiedy byłam na etapie leżenia i mdłości, donosił suchy chleb z masłem do łóżka, parzył herbatę i współczuł. Kiedy kręgosłup odmówił mi posłuszeństwa, przejął noszenie najmniejszych nawet drobiazgów. Kiedy przestałam sięgać do podłogi, zaczął mi zakładać i zdejmować buty oraz podnosić wszelkie upuszczone przedmioty. Od kwietnia nie dotknęłam odkurzacza, mopa, siat z zakupami, kociej kuwety. Kiedy trzeba – gotuje, kiedy trzeba – zanosi mnie na rękach, wyciąga z wanny, zaparza melisę. Jem też dobrze, na różnych rzeczach czasem oszczędzamy, ale na pewno nie na jedzeniu dla mnie.

Wszystko to sprawia, że nie jestem tak zmęczona, jak byłabym bez jego pomocy. Mam dobre wyniki badań, spokojną głowę, odpoczywam, kiedy muszę. Dzięki temu, że wiele spraw mogę sobie zwyczajnie odpuścić, bo mój mąż je zrobi – albo zwyczajnie nie będą zrobione, bo i na ten luksus sobie czasem pozwalamy – zachowuję siły na inne, ważniejsze rzeczy. A to przekłada się też na wygląd.

Tak więc, Kochani, następnym razem, kiedy będziecie rozpływać się nad tym, jak fantastycznie wyglądam w ciąży – proszę, uściśnijcie też prawicę Cainowi. Bo to tak naprawdę dzięki niemu :-)

Love!

 

 

Jedna myśl nt. „Facet idealny

Możliwość komentowania jest wyłączona.