Wezwijcie Green Peace

Czy już mówiłam, że jestę wielorybę?

Wielkim, wyrzuconym na brzeg wielorybem. Głodnym, ciężkim i sennym wielorybem. Wielorybem, Który Leży i Nie Ruszy Się Bez Dźwigu.

To znaczy chciałabym tak leżeć, ale nie mogę, niestety. Gdyż praca (jeszcze tydzień, koncentracja zero, zadań milion), remont ściany, urodziny lubego, kupowanie pieluch, ściąganie różnych dzieckowych gadżetów od znajomych. Ludzie są boscy, obdarowują nas gadżetami dla małej i prawie nic nie musimy kupować; całe szczęście, bo budżet i tak trzeszczy.

W zasadzie mogłabym już urodzić i mieć z głowy. Bo tak jakby troszkę mam dość. Zadyszka od samego siedzenia, nieznośne uczucie wiecznego napięcia w brzuchu i te kopniaki. Słaba to pannica nie jest, zapewniam. Synafia, która mądrą kobietą jest, powiada, iż to podłe samopoczucie to specjalnie: żeby się nie bać porodu. Chytrze to sobie matka natura wymyśliła, nie ma co.

2 myśli nt. „Wezwijcie Green Peace

Możliwość komentowania jest wyłączona.