Christmas panic

Właśnie się zorientowałam, że Gwiazdka już za tydzień! A ja mam tylko połowę prezentów. Zaczęłam je kupować zaraz po powrocie ze szpitala, ale wkrótce zastopowało mnie puste konto. ZUS bowiem, który powinien mi wypłacić tak zwany zasiłek macierzyński, zamiast tego poleciał prześwietlać zarówno mnie, jak i mojego pracodawcę. Nie spodobało im się jakoś, że przed urlopem pracowałam na umowę tylko półtora miesiąca. Ogromnie mi ich szkoda, biedactwa, jeszcze zbankrutują przeze mnie albo coś. Oh wait, chyba z samej działalności gospodarczej zapłaciłam im już tyle składek, że przynajmniej na mój macierzyński na pewno wystarczy.

No więc aktualnie mamy tydzień do świąt, połowę prezentów i puste konto. Mam szczerą nadzieję, że niedługo się ogarną z tą moją kasą.  Chciałabym już zanurzyć się w klimaty gwiazdkowe – kupić pachnącą choinkę, pakować podarunki, jeść i piec pachnące rzeczy.

Te Święta będą szczególne, bo pierwsze z naszą córeczką. I mimo, że ona jeszcze niewiele kojarzy i nic z nich nie zapamięta – chciałabym, żeby były magiczne. Nie w sensie uginającego się stołu i kosztownych upominków, bo to nie ma wielkiego znaczenia, zwłaszcza dla małej. Ale w sensie atmosfery – zapachów, dźwięków i emocji.