Christmas party

Tak się jakoś złożyło, że wpadło dziś do nas kilkoro znajomych – część niespodziewanie, część z przekładaną od paru dni wizytą, a część planowo. I zrobiła się mała, spontaniczna, świąteczna impreza. Wspólnie ubraliśmy choinkę, którą dziś rano przyniósł Cain. Kiedy zaczęłam się krzątać w kuchni, znajomy zażądał przydziału pracy i w efekcie pokroił nam wszystkie składniki sałatki. Zanim goście wyszli, gotowanie było skończone. Były też prezenty dla nas i dla małej – prezenty niespodziewane, nieco przez to krępujące (nie byliśmy przygotowani na viceversę), ale też bardziej, bo z zaskoczenia, cieszące serce.

Nie planowaliśmy takiej liczby gości – z uwagi na noworodka i przygotowania do świąt. Ale było przemiło. I nie upominki cieszyły mnie najbardziej (choć uwielbiam prezenty!), nie pomoc w domu, tylko sama atmosfera tego niespodziewanego spotkania i uczucie, że mamy naprawdę cudownych, cudownych znajomych. Dziękuję Wam, Kochani :*

Aha – zrobiłam domowy majonez! Proste i genialne.

2 myśli nt. „Christmas party

  1. R.B.

    Aha – zrobiłam domowy majonez! Proste i genialne.
    No zazdroszczę.
    NIGDY mi nie wyszedł.
    Jak nie tajemnica – opisz mi na maila!

Możliwość komentowania jest wyłączona.