Koszmary

Z każdej drzemki, każdego snu budzę się przerażona. Śnią mi się bardzo różne rzeczy, których już po krótkim czasie nie pamiętam, ale wspólnym ich mianownikiem jest to, że jestem sama. Bez bliskiej osoby, zostawiona sama sobie w traumatycznej sytuacji. Czasem tylko ktoś do mnie zajrzy, a ja nie mogę dowołać się pomocy.

Najgorszy jest moment tuż przed przebudzeniem, kiedy już wiem, że wystarczy zawołać Caina, a on się obudzi i mnie przytuli. I wołam, krzyczę, ale we śnie, i – jak to we śnie – nie mogę wydobyć z siebie głosu (tym lepiej, przecież wystraszyłabym dziecko na amen). Z trudem brnę ku jawie i kiedy wreszcie się budzę, jestem już tak przerażona, że boję się choćby drgnąć.

Może to po szpitalu; ostatni raz leżałam w szpitalu 25 lat temu i mało co pamiętam. Tym razem było w zasadzie dobrze. Wygodnie, opieka, pomoc i porada, jedzenie pod nos, a w ciągu dnia był Cain. Jednak odkąd mnie przyjęto do momentu, w którym urodziła się Lila, najbardziej przerażała mnie myśl, że kiedy się naprawdę zacznie, będę sama. Bo na przykład skończą się godziny odwiedzin, on pojedzie do domu, a mnie dopiero wtedy przeniosą na porodówkę. Potem z kolei cały czas myślałam tylko o tym, żeby już być w domu.

Mówią, że poród jest szokiem dla organizmu. Może to to. Hormony – hormonami wszystko można wytłumaczyć.