Mamą być

Jestem mamą od tygodnia. Lubię to. Lubię zajmować się naszą córeczką, karmić ją, patrzeć na nią i przytulać. Kiedy zasypia mi na rękach, nie mam serca jej odłożyć. Lubię też to, że mam urlop, żeby zajmować się tylko nią.

Poród jest szokiem – mówili i mieli rację. Dla organizmu znaczy. Byłam słaba jak kocię i gdyby nie adrenalina, nie dałabym rady opiekować się małą. Teraz już jest lepiej. Czuję się i wyglądam nieźle, o ile, oczywiście, pominąć wiecznie opuchnięte oczy ;) Od znieczulenia i od pochylania się nad młodą bolą mnie plecy, a większa aktywność domowa powoduje zawroty głowy, ale to wszystko w normie i generalnie jest spoko.

Mam mnóstwo chwil, kiedy mam zajęte obie ręce i wolną głowę. Układam wtedy notki na blogi, np. tę ułożyłam wczoraj i zanim zdołałam usiąść i ją napisać, wszystko zapomniałam. A przysięgam, że nie miała być taka nudna. Jednak, co tu kryć, w moim życiu obecnie dzieją się rzeczy dość dla postronnych monotonne. Cała jestem z moją małą rodziną i nic innego mnie w zasadzie nie interesuje. Ot, kupuję przez internet świąteczne prezenty, stopniowo ogarniam sprawy do załatwienia, walczę z ZUS-em, który uparł się weryfikować, czy aby na pewno pracowałam. Z tej okazji podejrzewam, że kasa przyjdzie około 20. grudnia, co odrobinkę utrudnia mi upłynnianie środków na Allegro.

Dziś zostawiłam Licho jej ojcu i wyprawiłam się zobaczyć śnieg. Kilka minut spaceru po podwórku. Bardzo ślicznie jest. Potem zrobiłam to, tamto i owo, i teraz mi słabo oraz gubię wątek. Cain jest fantastyczny, urodzony tata. Kocha, wspiera, ogarnia, kołysze, przewija i masuje. Nie wiem, co to będzie, jak mu się skończy urlop.

 

 

6 myśli nt. „Mamą być

  1. Panna Matylda

    „Cała jestem z moją małą rodziną” – to jest najpiękniejsze, co dziś przeczytałam:) Gdy w domu pojawia się Dziecko najwspanialsze jest chyba to organizowanie wszystkiego na nowo, zmiana dawnych nawyków na nowe, dostosowane do potrzeb nowego lokatora. Pamiętam, że gdy urodziła się moja siostra świat naszej Rodziny dosłownie stanął na głowie! Wszystko było inaczej, spokojniej, a ja, jako świadoma siedmiolatka obserwowałam jak ta mała istotka rośnie, pomagałam mamie przy opiece nad Nią i to było jedno z piękniejszych doświadczeń w moim dziecięcym życiu. Teraz, gdy minęło już tyle czasu, ze Młoda za 2 lata dostanie dowód, ja nie mogę się doczekać własnego Dziecka. Zostałam wychowana w przeświadczeniu, że macierzyństwo to cudowna sprawa i przyznam, że czytam Twojego bloga z lekką nutą pozytywnej zazdrości ;) Pozdrawiam!

    1. Luca Autor wpisu

      Czy na głowie – nie wiem, nie czuję tego w ten sposób. Może dlatego, że poszłam na urlop macierzyński dwa tygodnie przed porodem i przez ten czas już się wyciszaliśmy. Przez całą ciążę też. Gdzieś po drodze ze świata imprez, gości i wieczornych wyjść przenieśliśmy się – stopniowo – do świata zupełnie innych priorytetów.
      Mnie też wychowano w przekonaniu, że dziecko = dobro. W mojej rodzinie lubimy, jak się rodzą dzieci :) Ja na moją córeczkę trochę się naczekałam.
      Pozdrawiam nawzajem i życzę, żeby zazdrość nie musiała trwać długo :)

  2. Ludka

    Nie mam zdrowia szukać maila do Ciebie więc walę tu. Liebster Blog masz od mnie. Jak chcesz to wpadnij i baw się :DDD Zaciesz.

Możliwość komentowania jest wyłączona.