Święta idą!

Kocham święta, mówiłam to sto razy i będę powtarzać. Nie muszą być ortodoksyjne. Zdaje się, że trzeci rok nie myję okien przed Wigilią. Rok temu dużo gotowałam, zrobiłam nawet pierwsze w życiu domowe pierogi. W tym roku zamawiamy sushi, a potem, owszem, idziemy na tradycyjną kolację do mojej mamy. Zabiorę ze sobą sałatkę jarzynową i rybę w galarecie, może upiekę jakieś ciasto. I tyle. Nie napinamy się, nie robimy noworocznych porządków, skupiamy się na rodzinach, prezentach, które bardzo lubimy dawać i spędzaniu czasu razem.

Tak sobie myślę, że kocham Boże Narodzenie właśnie dlatego. Jego wymiar duchowy – w jak najszerszym znaczeniu tego słowa – zdecydowanie jest dla mnie ważniejszy niż wymiar materialny. Zaraz mi ktoś wytknie prezenty, ale przecież nie chodzi nam o bogate podarunki (nie jesteśmy bogaci z domu), tylko o radość dawania. Od tego, co na stole i pod choinką, ważniejsze są uśmiechy dzieci, zapach choinki, bycie razem.

Nieprzepraszam za banał.