Nie jestem kobietą

Od pewnego czasu nie jestem kobietą. Jestem mamą. Moje zainteresowania sprowadzają się do mojej córki, która pochłania 90% uwagi. Pozostałe 10% to jedzenie, mycie, sen i czytana właśnie książka. Na Bycie Kobietą nie zostaje mi już ani kawałeczek mózgu. Nie robi mi szczególnej różnicy czy jestem ubrana i w co, jak wyglądają moje włosy i czy mam makijaż. Czasem się stroję i maluję, ale tylko, gdy okazja tego wymaga. Na co dzień, przy moim facecie, chodzę potargana, w byle jakich majtkach, zazwyczaj z jedną piersią na wierzchu, bo właśnie karmiłam albo właśnie będę karmić. Wolne chwile pożytkuję na jedzenie, zrobienie herbaty lub odpisanie na wiadomości, zamiast na tuszowanie rzęs albo wkładanie pończoch. Zresztą po co się stroić, skoro całe dnie i noce spędzam na materacu, wśród rozrzuconych poduszek, kocyków, kołderek, smoczków i tetrowych pieluch?

Najgorzej, że nawet mi z tym dobrze. Doszło do tego, że na rzuconą przy obiedzie uwagę: „masz sos na twarzy” odparłam, iż mam to w dupie. I zaiste mam.

To pewnie zwykłe zmęczenie i przejdzie. Kiedyś. Jakoś. Tymczasem jednak powoli zbliża się oficjalny koniec połogu i wypadałoby się nieco ogarnąć. Przestać straszyć własnego męża okiem spuchniętym, odrostem brzydkim, majtami starymi. Tylko kiedy, pytam się, iść do fryzjera, na zakupy lub w łazience godzinę robić się na bóstwo? No nie ma kiedy.

Tymczasem moje dziecko właśnie zasnęło i nie mogę się zdecydować: odrobić choć trochę snu czy poćwiczyć, bo plecy zaraz mi wyjdą przez piętę?

15 myśli nt. „Nie jestem kobietą

  1. Madziutek

    Minie. Oczywiście już zawsze będziesz bardziej matką niż kobietą, ale jedno nie wyklucza drugiego. Tyle, że teraz przecież jak sama zauważyłaś masz ważniejsze sprawy. Choć ja do dziś „stroję” się wyłącznie wtedy kiedy wychodzę z domu. No i jeszcze wieczorem. Bo doczekałam już tego momentu kiedy nie miewamy stosunku przerywanego z powodu wrzeszczącej małej paszczy. Ściskam Was wszystkich :*

  2. Czeko

    Mam tak, kiedy wpadam w naukowy ciąg. Spędzam całe dnie w dresowych spodniach i swetrze, makijaż ograniczam do rzęs, kiedy wychodzę na zajęcia i generalnie straszę ludzi swoimi opuchniętymi powiekami i nieśmiertelnym, roztrzepanym koczko-kucykiem ;) Mogę tak trwać bardzo długo, ale później przychodzi jakiś taki magiczny piątkowy wieczór, kiedy dla równowagi robię się na bóstwo, patrzę w lustro i z ulgą w głosie mówię do siebie „zobacz, wciąż jesteś kobieca” i od razu uspokajam skołatane serce ;)

    1. Luca Autor wpisu

      Chyba mam podobnie. Tylko myślę sobie, że skoro mieszkam z moim facetem, to powinnam dobrze wyglądać częściej, niż rzadziej…

      1. Czeko

        Jak kiedyś, dawno temu miałam swojego faceta to też z nim mieszkałam (swoją drogą wciąż mieszkam, tylko teraz jest po prostu współlokatorem) i wtedy faktycznie jakoś bardziej starałam się ogarnąć rzeczywistość. Teraz przez 90% tygodnia jestem sama, więc mogę sobie poszaleć w dresie :) (Ale niech się tylko zaczną ferie to pokażę światu na co mnie stać :D)

  3. R.B.

    No nie piszesz tego na poważnie?
    Naprawdę tak NIE myślisz?

    No zupełnie na wszelki wypadek powtórzę kilka ogranych, znanych powszechnie komunałów.
    Jesteś matką – ro znaczy jesteś kobietą. Jak by teoria gender się nie rozwijała – mężczyźni matkami nie bywają.

    Przerost roli matki nad rolą partnerki-kochanki jest chwilowy, a poza tym typowy. To, że „obowiązkowy” dla pełni kobiecości to przesada, ale nie umniejsza.

    Facet niech się cieszy! Miał tylko kobietę, a ma i kobietę i dziecko.

    Jakby co – porównaj:
    czy on uważa: nie jestem mężczyzną – jestem ojcem???
    Raczej dumnie stwierdzi: jestem ojcem – więc jestem mężczyzną.
    Miała być jakaś równość, czy coś takiego??????

    Pozdrawiam
    RobertB

    1. Luca Autor wpisu

      Wszystko prawda, ale między mlekiem a kupą szerszy wymiar kobiecości jakoś dziwnie mi umyka.

      1. R.B.

        Między – się nie zmieści.
        Ma być „obok”.

        Ja wiem, że to „obok” czasowo dąży do zera, i że łatwo pisać facetowi, i to w wieku nie narażającym na takie problemy…
        Ale, jak mówi moje ulubione przysłowie : Całej wódki na świecie nie wypijesz, wszystkich kobiet nie pokochasz. ALE STARAĆ SIĘ TRZEBA!
        :-)

  4. Królowa Nocy

    Odsypiaj. Jeśli mimo bólu pleców możesz zasnąć, śpij ile tylko możesz, zostaw książki, potem poczytasz, jak będzie większe i będziesz miała więcej czasu, teraz musisz się wysypiać, bo bez snu na nic nie będziesz miała siły.

    1. Luca Autor wpisu

      Wiesz, wcale nie snu brakuje mi najbardziej, tylko takiego bycia dla siebie samej, bez jednego ucha wystawionego w kierunku łóżeczka. Uwielbiam być z małą, gadać z nią, łowić uśmiechy, karmić, a nawet trzymać ją godzinę na ręku, gdy śpi. Ale brak mi czasu na choćby pomyślenie o sobie, gdy cały czas jestem dla niej, a w rzadkich wolnych chwilach – dla męża.

Możliwość komentowania jest wyłączona.