Miesięczne archiwum: Luty 2013

Luty struty

Chorowaliśmy – można rzec, że rodzinnie, bo zarówno my, jak i Siostra z całą czeredą. Zaraza krótka, lecz zjadliwa; po dwóch dniach choroby – tydzień osłabienia. Tylko najmłodsze dzieci, te na maminym mleku, wykpiły się lekką wersją.

Kain dostał się do chirurga, który miał mu wyleczyć ganglion. Czy wyleczył – to się okaże, bowiem prywatny ortopeda wspominał coś o lekach, ale państwowa przychodnia ani myślała je stosować. Przebili igłą, wyciągnęli płyn i mówią, że jak wróci, to zapraszają ponownie. Podobno jest szansa, że nie wróci. Wolałabym, żeby leczył się prywatnie, ale o kosztach już pisałam :/ Notabene jedna państwowa przychodnia zarzekała się, że to do ortopedy, a druga, że do chirurga. Ta druga miała krótszy termin oczekiwania – ortopeda na NFZ dostępny JUŻ w czerwcu.

Luty się kończy i wciąż nie wiadomo, gdzie Kain będzie pracował. Chciałabym, żeby już coś zostało klepnięte.

Zmarła przyjaciółka mojej mamy, ciocia, z której synem byliśmy w dzieciństwie nierozłączni. Zaledwie w zeszłym tygodniu odwiedziłam ją z Lilą i wmawiałam sobie, że będzie dobrze. Byłam na pogrzebie, ale ze wszystkich sił staram się nie myśleć o sprawach ostatecznych. O tym na przykład, że były z moją mamą niemal w tym samym wieku. Albo o tym, jak się czują jej dzieci. Nie mogę. Wkładam zbroję, skupiam się na sprawach praktycznych, myję podłogę, umawiam się z ludźmi, planuję budżet.

Zimo, odpuść już.

Fajna polszczyzna

Przez tydzień, od środy do środy, robiłam pewne ćwiczenie językowe. Polegało na tym, by nie używać żargonu, a jedynie czystej polszczyzny. Żadnego „urwało mi od internetu” lub „nie jarają mnie już deadline’y”. Bez „fajnie” i „generalnie”. Tylko język literacki.

Czy mi się udało? Tak i nie. Nie – bo okazało się, że niezwykle trudno mi unikać różnego rodzaju slangu. Życie w internecie ma swoją cenę ;) Najtrudniej jednak było nie z żargonem internautów, tylko ze słówkiem: „spoko”. Nie miałam pojęcia, że tak do niego przywykłam!

Tak – bo zarówno podczas trwania ćwiczenia, jak i potem, zwracałam i wciąż zwracam uwagę na swój język. To znaczy: bardziej niż dotąd. Zastanowiłam się nad kilkoma synonimami, wysławiam się staranniej i przynajmniej przez parę dni nie przeklinałam bez potrzeby (to znaczy, że zrobiłam to raz).

Bardzo polecam takie ćwiczenie każdemu, kto czuje, że jego język może być zaśmiecony. A teraz moje ulubione zadanie polonistyczne. Jaki jest synonim słowa: „fajny”? :)

Zaraza

Cain złapał trzecią w tym miesiącu infekcję i tą trzecią wreszcie zdołał mnie zarazić. Leżę więc i czuję się paskudnie, on powoli dochodzi do siebie, a Licho głównie śpi – pewnie też walczy, choć, odpukać, nie ma żadnych objawów choroby.

Nie ma jak gorące Walentynki.

Ruch

Brakuje mi ruchu. Pierwszy raz w życiu. Ciążę spędziłam głównie na siedząco, zwłaszcza drugą połowę, odkąd kręgosłup dał o sobie znać. Potem kilka tygodni polegiwania w łóżku po urodzeniu małej, powolny powrót do pionu, pierwsze spacery.
Teraz córka ma dwa i pół miesiąca i waży 6 kg, a ja ją noszę. Codziennie też chodzimy na spacery, godzinne lub dwugodzinne. Jednak chodzenie z wózkiem lub z dzieckiem na ręku to ruch specyficzny, przy którym plecy i ramiona są spięte. A mi – jak nigdy – brakuje ruchu swobodnego. Pływania. Biegania. Gimnastyki. Nie wiem, czego.

Staram się codziennie robić moje ćwiczenia rehabilitacyjne. To jakiś kwadrans delikatnych ćwiczeń na mięśnie pleców i brzucha. Czuję się po nich trochę lepiej, choć szczerze ich nienawidzę. Poszłabym na basen, ale tu jest mały haczyk: okazuje się, że powinnam pływać kraulem, a umiem tylko żabką. Muszę więc pójść na jakiś kurs, a to już trudniejsze i droższe zadanie.

Kiedy przyjdzie wiosna, zacznę chyba biegać. Ja! Biegać!

Powroty

Powroty są łatwiejsze, gdy ma się do pokonania kilkaset kilometrów. Trzy godziny w pociągu pomagają poukładać sobie w głowie na nowo i wrócić także mentalnie.

Gdy ma się na to zaledwie kilka minut, jest trudniej. Chociaż widok niemowlęcia od progu sprawia, że proces wracania gwałtownie przyspiesza, a mózg matki robi voltę i zatrzymuje się w pozycji: „rodzina”.

(Tak, wyszłam z domu bez dziecka i męża po raz pierwszy od dwóch miesięcy.)