Luty struty

Chorowaliśmy – można rzec, że rodzinnie, bo zarówno my, jak i Siostra z całą czeredą. Zaraza krótka, lecz zjadliwa; po dwóch dniach choroby – tydzień osłabienia. Tylko najmłodsze dzieci, te na maminym mleku, wykpiły się lekką wersją.

Kain dostał się do chirurga, który miał mu wyleczyć ganglion. Czy wyleczył – to się okaże, bowiem prywatny ortopeda wspominał coś o lekach, ale państwowa przychodnia ani myślała je stosować. Przebili igłą, wyciągnęli płyn i mówią, że jak wróci, to zapraszają ponownie. Podobno jest szansa, że nie wróci. Wolałabym, żeby leczył się prywatnie, ale o kosztach już pisałam :/ Notabene jedna państwowa przychodnia zarzekała się, że to do ortopedy, a druga, że do chirurga. Ta druga miała krótszy termin oczekiwania – ortopeda na NFZ dostępny JUŻ w czerwcu.

Luty się kończy i wciąż nie wiadomo, gdzie Kain będzie pracował. Chciałabym, żeby już coś zostało klepnięte.

Zmarła przyjaciółka mojej mamy, ciocia, z której synem byliśmy w dzieciństwie nierozłączni. Zaledwie w zeszłym tygodniu odwiedziłam ją z Lilą i wmawiałam sobie, że będzie dobrze. Byłam na pogrzebie, ale ze wszystkich sił staram się nie myśleć o sprawach ostatecznych. O tym na przykład, że były z moją mamą niemal w tym samym wieku. Albo o tym, jak się czują jej dzieci. Nie mogę. Wkładam zbroję, skupiam się na sprawach praktycznych, myję podłogę, umawiam się z ludźmi, planuję budżet.

Zimo, odpuść już.

Jedna myśl nt. „Luty struty

Możliwość komentowania jest wyłączona.