Miesięczne archiwum: Marzec 2013

A jeśli już zawsze będzie zima?

Moja córka urodziła się 30 listopada. Następnego dnia spadł śnieg. Dziś jest 31 marca, a za oknem zamieć. Brnęliśmy w tej zamieci od mojej mamy do domu, pod wiatr i pod ten cholerny śnieg. Moja córka zna tylko zimę, a skończyła właśnie cztery miesiące. Myślę, że to smutne.

Cztery miesiące zimy to za dużo. Za długo. Ludzie chorują, nie mają energii, brakuje nam witamin (nie zadbałam o codzienne surówki, #zła_matka_i_żona). Marzę o wiośnie codziennie, kupiłam nam wiosenne sukienki (Kainowi nie), żyję wiosną. Od wielu tygodni. I powoli zaczynam się czuć, jakby ona miała nigdy nie nadejść.

…i realizacje

No więc poszłam w tango, bo akurat nadarzyła się okazja, złoiłam się winem (białym), poprawiłam piwem, mówiłam za dużo, śmiałam się i prawdopodobnie skompromitowałam w obecności ludzi z pracy, ale co tam, nie takie rzeczy. Zresztą były tylko trzy osoby, z czego jedna właśnie odchodzi, stąd spotkanie (reszta niech żałuje!). Wróciłam wcześnie, ale za to nastukana jak dzięcioł. W domu okazało się, że Cain zrzucił sobie nóż na stopę i teraz ma kuku. Tak więc weekend spędzamy raczej stacjonarnie – on siedzi z dzieckiem, a ja latam ze ścierką, odkurzaczem, mąką i drożdżami, obiadem itd.

Natomiast kaca miałam w sobotę takiego, jak już dawno (rok z hakiem) i chyba wcale nie chcę tego powtarzać. A gdyby tak już zawsze pić z umiarem?

Miała przyjść dzisiaj moja ulubiona fryzjerka, ale się rozchorowała. A mogłam już dziś być ruda! Kocham blond, ale pożądam zmian oraz nutki szaleństwa.

Fantazje

W długie wieczory i jeszcze dłuższe dnie marzę o winie. Upić się (z dala od dziecka, naturalnie) półsłodkim, czerwonym winem. Złoić się, urżnąć na maksa, do bólu. Potem iść z kimś do łóżka. Może być mąż. Nie musi. Przestać myśleć, na parę godzin całkowicie stracić kontakt z rzeczywistością.

Wrócić nazajutrz, choćby na najgorszym kacu. I mogę zaczynać od nowa.

Kaawyyy

Pierwszy dzień bez mleka (lekarz młodej zalecił mi odstawienie mleka i jego przetworów). Sytuacja wygląda tak, że czarnej kawy nie piję, z mleka sojowego też zrezygnowałam, a ryżowego nie było ani w Tesco, ani w Carrefourze. Planuję odwiedzić sklep ze zdrową żywnością, tymczasem jednak czekam na kuriera z zakupami. Głodna, bo w domu tylko żółty ser. I bez kawy. Herbaty też nie mogę się napić, bo na pusty żołądek mi szkodzi. Piję więc wodę i tępo patrzę przed siebie.

Mózgu, obudź się.

Żyję, żyję

Cisza na tym blogu nie znaczy wcale, że nic się u mnie nie dzieje. Przeciwnie, jak na matkę niemowlęcia, które nie lubi spędów, prowadzę dość szalone życie towarzyskie. Spotykam się z innymi mamami, bywam na imprezach – często z dzieckiem, czasem bez – zdarza mi się też urwać gdzieś samej. Dwa tygodnie temu byłam w Oceanie Spokojnym – centrum relaksu, gdzie zamknęłam się w kapsule ze słoną wodą i dryfowałam w niej bitą godzinę. Tydzień temu pojechaliśmy do teściów pod Warszawę. A w ostatni weekend zaliczyliśmy trzy imprezy: najpierw w trójkę, potem w podgrupach podzielonych według płci, a następnie sami dorośli. Na przyszłą sobotę mamy pięć zaproszeń; z konieczności wybraliśmy jedno, ale i to może okazać się zbyt wiele dla naszej lubiącej spokój córki.

Dziś natomiast Cain jest pierwszy dzień w nowej pracy, Licho zostało zaszczepione, a ja noszę, bujam i zaciskam zęby. I od trzech godzin wieszam jedno pranie. To może pójdę i dokończę, życzcie mi szczęścia.

Młoda staruszka

Boli mnie WSZYSTKO. Łydki, kolana i uda. Plecy (ojezu, ale jak). Ręce, barki, nadgarstki. A najbardziej kostki nóg. Kostki bolą od kilku tygodni i w dodatku puchną. Nie pomaga wapń, witamina D ani spacery. Ani ruch, ani odpoczynek. Słowem – ogólna masakra.

Większość tych dolegliwości to zwykłe uroki macierzyństwa. Żałuję, że nie weszłam w nie z lepszą kondycją; niestety zawsze byłam raczej z tych drobnych i słabych. Z kostkami przejdę się chyba do lekarza, ale podejrzewam, że przejdzie samo. Za jakieś pięć lat ;)