…i realizacje

No więc poszłam w tango, bo akurat nadarzyła się okazja, złoiłam się winem (białym), poprawiłam piwem, mówiłam za dużo, śmiałam się i prawdopodobnie skompromitowałam w obecności ludzi z pracy, ale co tam, nie takie rzeczy. Zresztą były tylko trzy osoby, z czego jedna właśnie odchodzi, stąd spotkanie (reszta niech żałuje!). Wróciłam wcześnie, ale za to nastukana jak dzięcioł. W domu okazało się, że Cain zrzucił sobie nóż na stopę i teraz ma kuku. Tak więc weekend spędzamy raczej stacjonarnie – on siedzi z dzieckiem, a ja latam ze ścierką, odkurzaczem, mąką i drożdżami, obiadem itd.

Natomiast kaca miałam w sobotę takiego, jak już dawno (rok z hakiem) i chyba wcale nie chcę tego powtarzać. A gdyby tak już zawsze pić z umiarem?

Miała przyjść dzisiaj moja ulubiona fryzjerka, ale się rozchorowała. A mogłam już dziś być ruda! Kocham blond, ale pożądam zmian oraz nutki szaleństwa.

2 myśli nt. „…i realizacje

Możliwość komentowania jest wyłączona.