Dbam o siebie

Doszłam do wniosku, że nie mogę być taka coraz słabsza i coraz szczuplejsza i trzeba się wziąć za siebie. Wyliczyłam sobie, że powinnam jeść 2500 kcal dziennie, zainstalowałam specjalny kalkulator w komórce i liczę. Nie jest łatwo. Primo, ja tyle nie jadam, nie jestem przyzwyczajona. I nie bardzo mam czas, zwłaszcza szykować, a gotowe często równa się mniej zdrowe, że o kosztach nie wspomnę. Koło 20.00 zwykle okazuje się, że brak mi jeszcze 700 kcal, czyli akurat tyle, o ile zwiększyło się moje zapotrzebowanie w związku z karmieniem Licha.
Secundo, w mojej aplikacji – a także na stronach internetowych – nie ma wielu rzeczy, które jem. Nic dziwnego; użytkownicy tego typu stron zwykle starają się schudnąć i nie jedzą napoleonek lub kurczaka w cieście.

Jednocześnie zaczęłam chodzić na aerobik, żeby nabrać trochę kondycji. Chodzę razem z Lichem, dzięki czemu mogę to robić dwa razy w tygodniu rano. Po pierwszych zajęciach kupiłam sobie spodnie do aerobiku i jestem szykowna. Na weekendy planuję samotny basen, a mam tu w okolicy taki słony, bez chloru. Kostium w drodze.

Po zakupach garderobianych widać, jaka ze mnie była sportowa dziewczyna. Miałam tylko ciuchy w góry (ale plecaka już nie). I efektowne bikini do świecenia brzuchem na plaży. Tymczasem wspomniany aerobik całkiem mi się spodobał. W życiu bym się tego po sobie nie spodziewała.

Po ponad tygodniu liczenia kalorii waga przestała spadać, a nawet jakby leciutko ruszyła w górę. Domyślam się, że na efekty ćwiczeń będę musiała czekać trochę dłużej, toteż trzymajcie kciuki za moją cierpliwość…

3 myśli nt. „Dbam o siebie

  1. Akashiya

    Fajnie poczytać, że ktoś liczy kalorie by przytyć. Mi tam masa bez liczenia i sprawdzania co jem spada, ale mam tu takiego jednego na diecie i weź mu wymyślaj, co on ma jeść o niskiej zawartości węglowodanów. Tym bardziej, że ja jestem przeciwniczką wszelakich diet.
    Dobrze, dbaj o siebie. :)

  2. Alquana

    Mnie się jakiś przełącznik chyba przekliknął, bo nagle węglowodany są be, mięso jest be, tłuste jest be, najchętniej warzywka, maślanka i herbata. Oraz co rano wlecze mnie na rower (na który też nie mam nawet adidasów, musiałam wywlec jakieś stare trampy z szafki). Musi wiosna jakaś alboco.
    Będę trzymać kciuki za Twoje postępy. A taki słony basen to fajnie się w nim pływa? Nigdy nie miałam do czynienia.

Możliwość komentowania jest wyłączona.