Glany

Miałam w życiu jedne, jedyne. Kupione w wieku bodaj 19 lat za 170 zł, co było niewysoką ceną za glany i ogromną kwotą dla mnie. Nosiłam je z poświęceniem, choć były trochę za ciasne, udając, że wcale nie mam stópek księżniczki (obtartych, dziurawych od byle pantofelka); wymieniałam kolejne sznurówki, pastowałam, pieściłam. Parę lat później pojechałam w nich w góry i dostałam zapalenia ścięgna Achillesa. Jakoś w międzyczasie odkryłam, co się robi ze stopami, gdy człowiek nosi wyłącznie glany i doszłam do wniosku, że ja jednak dziękuję.

Ale stały w szafie, stały latami, okazjonalnie pastowane, zakładane najpierw parę razy do roku na ogniska, potem raz, potem już wcale. Przeprowadzały się ze mną do kolejnych mieszkań, zajmując miejsce w kolejnych szafach. A dziś wreszcie obejrzałam je krytycznie, dostrzegłam ich stan, spakowałam w torbę i postawiłam obok śmieci do wyrzucenia.

Jakbym wyrzucała kawał życia normalnie.

10 myśli nt. „Glany

  1. Akashiya

    Ja wciąż trzymam swoje glany. Pierwszy internetowy zakup, muszę powiedzieć, że udany. Strach był o rozmiar. Podczas dwóch ciąż nie założyłam ich ani razu. Później wróciłam, choć miałam wrażenie, że się przyciężkie zrobiły. Mają w sobie historię, pewnie jakby mogły mówić to pamiętałyby więcej niż ja. Co nie zmienia faktu, że z przeszłością trzeba się kiedyś pożegnać. Kiedyś nadejdzie i ich dzień…

  2. Alquana

    Moje pierwsze kupiłam od kogoś i tez komuś oddałam albo sprzedałam. Pamietam, że nosiłam do nich zielone sznurówki.
    A obecne (biało-czarne by Dr Martens) będę nosić aż zostaną z nich strzępki skóry prawdopodobnie, są naj-naj.

  3. Królowa Nocy

    W glanach w góry, ranyjulek. Może lepiej niż w trampkach, ale i tak jedna z żelaznych zasad, jaką mi wpoili rodzice, z którymi w dzieciństwie złaziłam większość polskich gór była: w góry się jeździ w butach do chodzenia w góry. I faktycznie przez wiele lat nie miałam żadnej kontuzji chodząc po górach w odpowiednich butach.
    A teraz widzę ludzi w byle adidaskach czy trampeczkach na Giewoncie i mi się słabo robi.

    1. Luca Autor wpisu

      Ja w trampeczkach chodzę, bo miękkie i mi to ścięgno nie wysiada. Ale glany to był najgorszy górki pomysł mojego życia…

    2. Alquana

      Mnie się słabo robi jak widzę ludzi w sandałkach, klapeczkach albo obcasikach, serio, glany/trampeczki/adidaski nie są największym górskim złem. Też kawał gór w nich w dzieciństwie złaziliśmy i nikt kontuzjowany nie był.

  4. siwa

    Jaki offence ;) jak masz za duże glany to bez wrażenia jest. Ja nienawidzę czuć przodu buta, zawsze noszę za duże. Glany mnie nie ruszają.
    Obstawiam, że dopasowane szpile z wąskimi nosami będą kasowały bardziej.

    1. Luca Autor wpisu

      Pewnie tak, ale też nie noszę ;-) Dla mnie but powinien być miękki i pracować razem ze stopą.

Możliwość komentowania jest wyłączona.