Sąsiedzi

Raz na jakiś czas obcy ludzie spotykają nas przemykających korytarzem na bosaka, z dwiema książkami pod pachą, otwartą flaszką wina, garnkiem lub dzieckiem (lub dowolną kombinacją tych i innych rzeczy). Niekiedy spotykam czyjąś zdziwioną minę wychodząc w skarpetkach (nie że wyłącznie, ale bez butów) z jednego mieszkania, zamykając je na klucz, po czym otwierając kluczem sąsiednie. Na moje grzeczne „dzień dobry” nigdy nie reagują, trwając w stuporze lub grzecznie udając, że nic nie zaszło.

Doprawdy, czy to takie dziwne mieć klucz do zaprzyjaźnionych sąsiadów? :)

(Doskonale jest mieć dwie kuchnie, dwie damskie szafy, dwie lodówki itd., że nie wspomnę o telewizorze za ścianą. Za pół godziny Gra o Tron na HBO!)