Oczywiście, że napiszę o Blipie.

Dawno, dawno temu, zanim fejsbuk był po polsku, zanim twitter był po polsku, zanim upadło grono i zanim można było logować się guglem na jutuba – jeden koleś zrobił blipa. Na blipa zaprosiła mnie Królowa i założyłam tam konto tylko po to, żeby obejrzeć sobie i z czystym sumieniem jej powiedzieć: „to nie dla mnie, nie zapraszaj mnie już”. To było we wrześniu 2008 roku i od tamtego dnia prawie codziennie tam pisałam. O czym? No o niczym, bo to jest/był blip, można było tam pisać o niczym, #bułka i #ludziektórzy, pierdolety najgorsze, takie, z którymi wchodzisz rano do kuchni i mówisz siedzącej tam osobie: że noga boli, że kupiłaś nowe cośtam, że czy nie wie, jak metro w weekend jeździ i czy może poleca jakiegoś neurologa w mieście X. To był dla mnie taki wirtualny pokój, pełen ludzi, z którymi mogłam pogadać o czymkolwiek, jeśli akurat miałam ochotę. Albo tylko posłuchać. Albo rzucić grubszym słowem i od razu usłyszeć: „co jest, co się stało, głowa do góry”.

Nie zliczę, ile razy blipowa społeczność niosła radę, pociechę lub inspirację. Wkurwa też, oczywiście, ludzie tak już mają, że czasem są wkurwiający. Ale najważniejsze, że poznałam tam fantastycznych ludzi. Alquanę, Cloudy, Siwą, Futureperfect i inne fantastyczne kobiety. Kilku fajnych facetów. Gdyby nie blip, nie znałabym Orkana! Nie zaprzyjaźniłabym się z Krakowem i nie miałabym z kim jeździć w góry. Spotkałam tam również kilka osób, z którymi wcześniej urwał się kontakt, jak choćby Lilarouge, co po niej moja córka ma imię.

Przez prawie pięć lat korzystałam z blipa non-stop. Cholernie mi żal, że teraz go zamykają. Jasne, wiedzieliśmy od dawna, że GG po kupieniu serwisu nie inwestuje w niego i traktuje po macoszemu, że blip nie przynosi kasy i generalnie że umiera. Ale to zamknięcie nastąpiło mimo wszystko jakoś nagle, jakoś sucho i choć mamy jeszcze prawie dwa miesiące, to jest to już w zasadzie stypa. I czuję się trochę tak, jakby mnie znienacka wykwaterowano bez przyzwoitego lokalu zastępczego, bo Wykop jest jak mieszkanie ze współlokatorami, którzy nie spuszczają wody. Pewnie skończy się na Twitterze, choć prawdopodobnie wyglądamy jak jak gromada oszołomów, to nie jest – podobnie jak facebook – medium do pisania dwudziestu statusów na minutę i wieloosobowych pogaduszek o przewadze placków z solą nad plackami z cukrem (albo karmienia piersią publicznie nad karmieniem w domu po kryjomu, albo…). Jakieś takie bardziej serio są te serwisy, a nam – sierotkom z niepoważnego blipusia – jest teraz poważnie smutno.

Przynajmniej mi jest. Smutno.

26 myśli nt. „Oczywiście, że napiszę o Blipie.

  1. Alquana

    Borze, jestem w tym gronie fantastycznych ludzi, ja się tu wzruszam, chlip!

    „pierdolety najgorsze, takie, z którymi wchodzisz rano do kuchni i mówisz siedzącej tam osobie: że noga boli, że kupiłaś nowe cośtam, że czy nie wie, jak metro w weekend jeździ i czy może poleca jakiegoś neurologa..”
    W punkt! Jak ktoś nie rozumiał po co mi blip to mu tłumaczyłam, że inni ludzie sobie pociskają pierdoły pod ekspresem do kawy w robocie, a ja, jako że na głos wymawiam dziennie średnio półtorej słowa, cały przydział załatwiam na tam właśnie. I bez blipusia byłabym aspołecznym smętem bez znajomych.

    Nie wiem, czy napiszę nocię pożegnalną, podejście mam takie, że wszystko kiedyś mija, ale i tak mi smutno. No.

  2. shenn

    W punkt. Na blipie można było wywalić te wszystkie głupie rzeczy z głowy. Opróżnić mózgowe cache. Pomarudzić. Zrobić pokakota. I nikt nie miał nic do tego. A jak miał to cóż, nie trzeba było tego czytać.
    I tak jak piszesz – nie ma takiego innego miejsca, gdzie te 20 statusów na minutę nie będzie razić…

  3. future

    le gasp, wymieniono mnie!

    ja na blipa przyszłam z nudów, za Anks. nagle okazało się, że są tam znajomi znajomych (do których przecież i Ty się zaliczałaś), nagle były blipiwa, była okazja, żeby poznać się (i Anks, którą na blipiwie spotkałam w realu po raz pierwszy po prawie 10 latach znajomości w internecie), nagle znamy się bardziej. nagle mieszkamy obok siebie. a jeśli nie obok siebie fizycznie to mentalnie. też poznałam fantastycznych ludzi, mniej fantastycznych również, ale każde doświadczenie wnosi coś nowego. nawet jeśli nie jest nam fizycznie do siebie już tak blisko, to mentalnie nadal. czytając te 20 statusów na godzinę czasami się irytuję, ale przynajmniej wiem co u kogo słychać. na tłiterze się gubię, zderzają mi się dwa światy – angielsko- i polskojęzyczny, ten markowo-celebrycki (bo twitter służy mi do śledzenia Neila Gaimana, Dity Von Teese, Toma Hiddlestona i jakichś blogerów i komiksiarzy, których czytuję) i ten gdzie to są żywi ludzie, moi ludzie, ci których znam.
    (a Twittera sobie zakładałam jak jechałam na Erasmusa, może przy każdej większej zmianie życiowej trzeba sobie pierdolnąć konto na nowej społecznościówce?)

    smuteczek jest. że będzie dziura, że już nie będzie nawet tej namiastki kontaktu. że rozejdziemy się jakoś bez słowa, każde w swoją stronę, bo w sumie nie ma co powiedzieć.

  4. antygon

    Wszyscy piszą o blipie, ale chyba napisałaś najtrafniej. Prawda jest taka, że gdzie nie pójdziemy będziemy wyglądać jak banda oszołomów ;-)

    Szkoda.

  5. wonderwoman

    i łapię się nad tym, że chcę wyblipować smsa i dupa. komu będę pisać #ludziektórzy i żalić się na świat (i pisać, że jest bardzo dobrze). blipem zaanonsowałam narodzenie Starszej i Młodszej.
    ech.
    (mnie zaprosiła Zuzanka)

  6. lavinka

    No własnie, gdzie ja będę tagować #migrena i kłócić się w/s aborcji ;) Ale to w sumie nasza wina. Trzeba było klikać w reklamy, zamiast pisać skrypty blokujące ich wyświetlanie (pamięta ktoś pierwsze próby zmonetyzowania blipa przez gg vide zrobimy z tego naszą-klasę ewentualnie interię i jak szybko pojawił się pierwszy skrypt blokujący, z którego skorzystała większość użyszkodników?). Plus ignorki sypiące się masowo, jak tylko jakiś profil reklamujący firmę spamował po tagach. To my nie daliśmy zarobić gg, kto wie, może przez nas gg upadło (zapewne w reklamy na komunikatorach też nikt nie klikał, skoro sobie zrobił pzrekierowanie na „coś innego”). To blip zabił gg, bo wchłonął element wywrotowy, a ten rozplenił się wszędzie jak zaraza (a wiadomo, że wirusy mutują i są coraz mądrzejsze). Teraz to już tylko robić ten portal widmo, nowy lepszy blip i tułać się po obcych serwerach jak Latający Holender. I kto wie, czy nie przeżyjemy, jak te wszystkie gugle, fejsy i twittery pobankrutują ;)

    1. lavinka

      p.s. nie minęły 24h jak się pojawił skrypt blokujący wyświetlanie banerka informującego o zamknięciu serwisu ^^

  7. ^lilarouge

    A ją tam poderwałam ^smola. Nasze #blipdziecko kończy za miesiąc trzy lata…

  8. zakurzona

    świetnie to ujęłaś :)
    i jestem zdziwiona, bo ja trafiłam na blipa w wakacje 2008 (w międzyczasie zmieniłam konto) i byłam pewna, że Ty tam byłaś od zawsze!

    1. rozie

      @yurek55 Tyle, że na Wykopie jak najbardziej są „pierdolety najgorsze”. Wszedłem w tej chwili na mikroblog i (wybrane wpisy, ale dobrze oddające klimat):
      1. 0 jestem_legenda 2 min. temu via Android
      Nie lubię wracać z ostatniej nocki bo nie wiadomo co z dniem robić. Nie przespisz się, to zaraz nad wieczorem padniesz, a cały dzień będziesz nieprzytomny. Prześpisz się kilka godzin, też będziesz nieprzytomny. Prześpisz się normalnie 8h to pół dnia stracisz i w nocy spać nie będziesz mógł. Żadnego optymalnego rozwiązania.czy się mylę? #gorzkiezale #tyleprzegrac #whocares

      2. +1 dropsky 2 min.
      hejka o/
      #dziendobry

      3. +1 Hiera 20 min.
      #dziendobry no nic trza do roboty wychodzić

      4. MrsHamburger 21 min. temu
      Zimno, brzydko i deszczowo.
      #dziendobry

      Wcale nie pierdolety, jaaasne.

  9. raj

    Ja z Wykopu, i chciałem sie odnieśc do tego, co napisałaś o sublokatorach, którzy nie spuszczają wody.
    Z naszego punktu widzenia, „starych” wykopowiczów, to raczej własnie ludzi, którzy przyszli z blipa, mozna porównać do „sublokatorów, którzy nie spuszczają wody”. Bo zasr… nam Wykop swoimi „dwudziestoma statusami na minutę”, o których sama piszesz.
    Przyszliście – nie z własnej woli, ale to niczego nie usprawiedliwia – na serwis, który jest *inny*, *nie* jest blipem i nie jest miejscem na „pierdolety najgorsze” i dwadzieścia statusów na minutę, a przynajmniej niektórzy z Was usiłują na siłę forsować nadal blipowe zwyczaje i nie chcą przyjmowac do wiadomości, jak ludzie im zwracają uwagę, że już nie są na blipie. No i stąd robi sie smród…

    1. Luca Autor wpisu

      Cześć.

      To, co piszesz, dowodzi ponad wszelką wątpliwość, że decyzja o zmigrowaniu blipa na wykop jest najdurniejsza na świecie. Tu się zgadzamy. Nie dano nam miejsca, które będzie podobne do blipa, tylko jakieś inne, wygodne dla właścicieli obu serwisów. Dlatego właśnie jest chujnia.

    2. lavinka

      To mi przypomina moment, jak gg kupiło blipa i zassało użytkowników gg, w tym dzieci neo w ilościach zastraszających. I też było zgrzytanie zębów. Na szczęście w międzyczasie ruszyły demoty i kwejk, to gawiedź się wyniosła. Ale reakcje obu grup były podobne. I w kontekście tego co piszesz właśnie wydawało mi się, że jedna grupa nie spuszcza wody, a druga zostawia brudne naczynia w zlewie i wszyscy po tygodniu się nienawidzą. To takie polskie w sumie i przekładające się na wszystko, nawet na politykę :(

  10. Kerri

    +wszystko, amen.
    Czuję się wypędzona i bezdomna, jeszcze mam gdzie wracać, ale z pełną świadomością, że za kilka tygodni zburzą mi dom, więc może lepiej zacząć się odzwyczajać. Coś myślę, robię czegoś zdjęcie, i palce same lecą mi do telefonu „prześlij na blip” – a już się nie da. Nie płakałam dotychczas po żadnym miejscu internetowym, które zamknięto, nawet po własnym blogu nie płakałam [chociaż owszem, wkurzyłam się, kiedy mi zamknęli wygodny serwis blogowy], ale po blipie będę.
    A trafiłam tam przez Hankę, w sierpniu 2009, tak dobrze pamiętam te pierwsze chwile pod hasłem „co ja robię tu, uuu, co ty tutaj robisz?”:)

  11. perdo

    Dokladnie. Przyszłam na blipa niechętnie, bo w sumie nie lubię takich tworów. Na zadnym czacie sie nigdy nie odnalazlam, na irc-u rozmawialam z kilkoma osobami. Przyszlam, bo widzialam na kilku czytanych przeze mnie blogach taki dziwne okienko z ich blipowymi statusami.
    Weszlam, rozejrzalam sie, i nagle okazalo sie, ze czuje sie jak w domu.
    Jest mi zle i smutno. Odczuwam bunt, ze postanowiono ten dom wyburzyc i na jego miejsce zaproponowano lokale w jakiejs ohydzie architektonicznej. Nie chcę tam iść i nie pojdę.

  12. YaaL

    perdo, toż to nawet nie lokale w ohydzie architektonicznej, tylko sala wspólna w hostelu; tarabanisz się z jedną walizką w kierunku wskazanego ci podśmierdłego, wygniecionego wyrka, jeszcze dobrze nie weszłaś, a słyszysz gromki ryk „DRZWIIIIII!!!” dobiegający od siedzącej na podłodze i chlającej tanie wino szkolnej wycieczki.

  13. vauban

    Wszystko powyżej prawda i podpisuję się oburącz i obunóż. Blip mnie zachwycił, nie od razu, raczej od chwili kiedy pojawił się na nim #ttdkn. Nagle okazało się, że w zwariowanych internetach są też ludzie inteligentni i życzliwi. #ttdkn już nie ma (i nigdy nie było), ale ludzie są. I wszyscy mieszkają w internetach, więc czego by nie zamknięto i gdzie by nas nie przegoniono, poznajdujemy się. Bo wiemy o sobie, że jesteśmy.

    1. lavinka

      Z życzliwością tetedekaenu to bym polemizowała, zwłaszcza w temacie wysokiej flejmogenności (kto nie z nami, ten przeciwko nam). W końcu z bólem musiałam ileś osób odobserwować, w Tym i Ciebie mimo wielkiej przyjaźni na odległość. Ale w końcu obiecałam Tomiemu, że będę się mniej kłócić na internetach i obserwowanie niektórych osób bardzo w tym zawadzało. :)

Możliwość komentowania jest wyłączona.