Perfectly happy

Wstałam o szóstej czterdzieści, pozajmowałam się Lichem, zrobiłam i podałam śniadanie, przygotowałam kawę w tygielku, położyłam Licho, ogarnęłam to i owo. Potem poszłam na basen, pierwszy raz w życiu z Cainem (zawsze chodziliśmy osobno, tak się składało) i pierwszy raz w życiu z córką. Było super. Wracając zjadłam lody, w domu zrobiłam boskiego łososia ze świeżym tymiankiem z mojego kuchennego ogródka i z domowym pesto, wyskoczyłam po maliny. Teraz piekę mięso, planuję dziś jeszcze hummus.

Czuję się świetnie. Uwielbiam rodzinne niedziele, a gdy Cain zdejmie mi z głowy małą, prace domowe stają się całkiem miłe (to chyba ta słynna metoda kozy). Na basenie zmęczyłam się jak należy i po raz pierwszy pływałam bez przystanków po każdej długości, tylko tam i z powrotem.

Oczywiście, gdybyście w tej sekundzie dali mi łóżko i dwanaście godzin, wykorzystałabym je uczciwie (tak, na sen). Ale zdałam sobie dziś sprawę, że jestem całkowicie, doskonale, zwyczajnie szczęśliwa.

(A może tydzień temu zaczęłam znów brać magnez i działa?)

2 myśli nt. „Perfectly happy

Możliwość komentowania jest wyłączona.