The best of the bests

Dobra, no więc mam taki problem, że muszę być zajebista. Muszę być dobrą mamą, dobrze się zajmować domem (nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi mi o codzienne mycie podłóg, tylko raczej, żeby nie tonąć w brudzie, a tonę, piszę z dna), muszę mieć wartościowy obiad dla dziecka i świeże jedzenie w lodówce, a zarazem uśmiechać się do męża, uczesana być i wydepilowana, czuła i wspierająca, i jeszcze muszę być dobra w pracy, bo jak mi spada poziom, to mnie szlag trafia, że nie wspomnę o milionie maili z poprawkami. Muszę zarabiać, wydawać, bo samo się nie kupi, spacerować, karmić, dbać i dogadzać, a, i zapomniałam, że jeszcze muszę być dobrą przyjaciółką, sąsiadką, kochanką, siostrą.

Takie mam ciśnienie, żeby to wszystko robić może nie najlepiej, ale dobrze, żeby niczego nie zaniedbywać i sama przy tym być zadbaną.

No bo jak to – obiadu dziecku nie dam? Mężowi odmówię tête-à-tête, zarzucając nieświeżą grzywką? Okruchy muszkom owocówkom na stole zostawię (plaga)? Prania nie zrobię i co będziemy nosić? Kasy nie zarobię i za co na wakacje? Przyjaciół w potrzebie spuszczę na drzewo?

Nie mogę, no nie umiem. I tak się staram, i tak daleko mi do ideału, zamiast dziecku dawać dobry przykład, to ja przy stole klepię w komórkę pisząc tę notkę, na podłodze mam syf, nie obcięte paznokcie i nie wysłane maile, i cos mi śmierdzi w kuchni. I tyle mi to wszystko pochłania czasu, tak bardzo nie mam kiedy spać, odpoczywam rzadko, tak strasznie nie mam siły. Oraz nie pamiętam.

Znacie to, nie? Poradźcie mi, co robić, jak żyć, gdy nic się nie da odpuścić, bo przecież jak się potem nazbiera, to zaleje po czubek głowy. Bul, bul.

6 myśli nt. „The best of the bests

  1. Alquana

    Zawsze się coś da odpuścić. Zawsze. Miałam taki moment, że kompletnie nie dawałam już rady, przekalkulowałam wszystko i rzuciłam zlecenia, które zżerały mi resztki wolnego czasu i nerwów. Jedzenie chleba z konserwą jest niczym strasznym i doprawdy niewielką cenęza upragniony odpoczynek. Kazałabym Ci też rzucić sprzątanie, ale ja mam o tyle łatwiej, że z syfem muszę dealować tylko ja, nikt inny na to nie patrzy.

    Ważna jesteś Ty i mała. W tej kolejności – przemęczona i sfrustrowana nie będziesz dla niej dobrą opieką.
    Znajomi , sąsiedzi i, kochankowie i rodzina zrozumieją Twój brak uwagi. A jak nie zrozumieja, to czniać takich znajomych.
    Powiem brutalnie, ale za męża masz na tyle dużego chłopca, że jest w stanie zorganizować sobie sam opiekę i skarpetki (a jak nie to jego problem, nie twój) i bez tête-à-tête szlag go nie trafi też.
    Noi przekalkuluj, czy lepiej jechać na wakacje, czy żeby Cię tu i teraz na miejscu szlag nie trafił.

    Zawsze. Da się. Coś. Odpuścić. Pomyśl też, że to nie na zawsze – tylko na czas aż zbierzesz się w sobie i będziesz miała energię. To pomaga.

    1. Luca Autor wpisu

      Mam w głowie same „ale” do tych kolejnych rzeczy, o których napisałaś, to znaczy nie ja, tylko ta matka Polka we mnie.

      Ja tak bym chciała mieć te wszystkie rzeczy zrobione. Nie lubię bałaganu, lubię seks i wakacje. Ech.

  2. D.

    Na pewno da się coś odpuścić – ba, nawet trzeba!

    Alquana powyżej ujęła to, moim zdaniem, idealnie: najpierw Ty, potem Lila, a potem (ewentualnie) reszta.
    Tutaj należy oczywiście podać wytarty już wszędzie do granic możliwości przykład z maskami tlenowymi w samolocie: najpierw zakładamy sobie, a zaraz potem dziecku.

    Musisz sobie uświadomić, że jesteś na takim etapie macierzyństwa, że nie dopniesz wszystkiego choćbyś nie spała całą dobę. Wiem, bo przeszłam przez to (nie chcę brzmieć mentorsko, zupełnie nie mam takiej intencji), ale z czasem będzie po prostu łatwiej: Lila będzie rosnąć, będzie mieć mniej potrzeb absorbujących Ciebie, więcej zajmie się sama sobą, a to da Ci więcej czasu.
    Potem pójdzie do przedszkola – a potem do szkoły – moje dziecko robi wypady z koleżankami na plac zabaw na 2-3 godziny, a ja się zastanawiam, kiedy to się stało, że jest taka duża, bo przecież dopiero ją urodziłam…
    dziecku od okazjonalnego słoika naprawdę nic się nie stanie, podobnie Cain Cię nie zostawi ze względu na niewystarczająco intensywną strefę tete-a-tete (bo ono wróci).

    Wiesz… moja własna matka przypłaciła swój perfekcjonizm depresją, a my z bratem jej perfekcjonizm przypłaciliśmy nerwicą.
    Pamiętam to do dziś i jest to dla mnie znak ostrzegawczy, który mówi mi w krytycznych chwilach: odpuść, olej – bo skończysz jak matka.

  3. Irbis

    Po pierwsze – spokój. Jak już czujesz dno, to sobie na to dno spokojnie opadnij, rozejrzyj się, weź oddech. Wtedy się okaże, że jednak sięgasz nosem nad powierzchnię.

    Zaryzykuję – i nie zgodzę się z Aquaną. Polityka: najpierw Ty, potem Lila, a rezta (ewntualnie!) potem to inna postać syndromu matki-polki. Grozi osiągnięciem syndromu „prawdziwej poli”. (Ma genialne dziecko, męża idiotę i nie ma się w co ubrać). To raczej zjazd PONIŻEJ dna.

    Odpuść tylko jedno: perfekcyjność.
    Pomiędzy obiadem z trzech dań ze słodkim deserkiem, a konserwą ze starą przylepką – jest jakiś osiągalny złoty środek.

    1. Luca Autor wpisu

      Chciałabym, żeby ktoś przed komentarzem przyszedł do mnie w zwykły dzień i zobaczył, jakże jestem odległa od obiadów z trzech dań! Że odkurzam raz w tygodniu i nigdy nie myję podłóg (choć chciałabym, mam raczkujące dziecko). Że lodówka pusta. Ze nie odpisałam na jednego maila od miesiąca.

  4. synafia

    Kochana, wiem, wiem jak jest, znam to z autopsji. Niestety po 5 latach jedyne, do czego doszłam, to że naprawdę muszę sobie odpuścić nawet to, co uznaję za minimum, za „nie najlepiej, ale dobrze” w każdej dziedzinie. Muszę się zgodzić na to, że w wielu kwestiach zwyczajnie zawalam, i wciąż nie znajduję dla siebie żadnego pocieszenia. Co więcej, ja się napinam, próbuję, i wychodzi na to, że moja rodzina ma do mnie żal nie o brud w mieszkaniu czy kiepski obiad, nie o parę kilo za dużo czy za mało atrakcyjne popołudnie, tylko za to, że się napinam – bo robię się nerwowa, spięta i to się przenosi na nich. A wierzaj mi, nerwowa jestem bardzo. W porównaniu ze mną, Ty sprawiasz wrażenie pełnego zen ;)

    No więc ja mam plan odpuścić. Ba, tylko jak to zrobić! Sama nie wiem.

    W każdym razie Tobie kibicuję i sobie, w odpuszczaniu.

Możliwość komentowania jest wyłączona.