Pani Joanno

Moja mama pożyczyła kiedyś „Lesia”  Joanny Chmielewskiej przyjaciółce, ostrzegając: „Tylko nie czytaj w tramwaju!”.

Przyjaciółka wsiadła do tramwaju na pętli, do odjazdu był z kwadrans i oczywiście nie posłuchała – wyjęła książkę i się zaczęło:
– Hi… hihi… pfff… HAHAHAHA!

Jakiś facet, który siedział z tyłu wagonu, nie wytrzymał, wstał, podszedł, złapał za książkę, spojrzał na okładkę i wykrzyknął z nagłym zrozumieniem:
– Aaa, „Lesio”!

Pani Joanno, dzięki za moje 20 lat z hakiem dobrego czytania. Mam nadzieję, że pije Pani właśnie wino z Alicją i obie, znów młode, zaśmiewacie się do łez.