Bombardowanie neuronów

Okazuje się, że praca pożera 100% moich zasobów intelektualnych. O siedemnastej odbieram dziecko, idę do domu, jak się uda, to coś ogarnę, ale głównie leżę na podłodze i spędzam czas z młodą, zanim ją wykąpiemy i położymy. Wtedy z grubsza zgarniam pierdolnik i robię to już resztką sił, a jeszcze mycie, paznokieć czasem opiłować, coś uprać albo zjeść… Od trzech tygodni nie czytam książek. Piszę tak samo mało, jak przedtem. W dodatku wzięłam zlecenia.

Gdyby ktoś miał mózg do oddania, to ja jak zwykle chętnie przyjmę, gdyż ewidentnie powinnam mieć zamontowane dwa. Jeden jest za mały.