I gdy poczujesz nowy smak, to będę ja

Pewnej jesieni w Bieszczadach, częściowo zasypanych już śniegiem, poszliśmy z A. drogą, którą nigdy wcześniej nie szłam. W moich górach tym razem to on wybrał trasę i poprowadził mnie w nieznaną ścieżkę, na której z zachwytu nie zamykały mi się usta. W krainie, którą znam, którą zeszłam wzdłuż i wszerz, znalazłam się naraz w miejscu zupełnie nowym i bardzo pięknym. Wystarczył przypadek i przewodnik skory do eksperymentów.

W chodzeniu po górach, jeśli jesteś doświadczonym górołazem, na pozór nie ma nic zaskakującego. Wiesz, czego się możesz spodziewać. Masz szlak i cel. Wiadomo, gdzie są przystanki, a gdzie trudne podejścia i że chwilami będzie z górki, na luzie. Wchodzisz na szczyt i, kurde, doskonale wiesz, jaki jest stamtąd widok przy jakiej pogodzie. Wspinasz się tą ścieżką i znasz ją na pamięć, jesteś przygotowany na każdą ewentualność włącznie z załamaniem pogody i skręceniem kostki, masz procedury alarmowe i pamiętasz to drzewo na zakręcie, ale serce wali ci jak młot, endorfiny wypełniają organizm i ledwo możesz oddychać. Znasz ją na pamięć, ale za każdym zakrętem wypatrujesz szczytu, choć wcale nie chcesz tak prędko zakończyć wędrówki. Robisz przystanki tam, gdzie zawsze, łapiesz oddech i jęczysz na samą myśl o kolejnym podejściu w górę, ale do głowy ci nigdy nie przyjdzie, by zawrócić.

Aż wreszcie wspinasz się na szczyt i choć widziałeś to setki razy, teraz  jest zupełnie inaczej i jesteś oszołomiony z zachwytu. Przy takiej akcji serca efekt jest zresztą czysto biologiczny. Organizm pompuje hormony szczęścia i choćby widok był zupełnie nijaki, i tak poczujesz się w niebie. Ale, oczywiście, panorama zatyka dech w piersiach i chcesz na tym szczycie zostać na zawsze.

A potem schodzisz i wszystko jest normalnie. Pijesz zimne piwo, wreszcie możesz myśleć o jedzeniu, przez jakiś czas jeszcze bolą cię uda.

Ale wrócisz. Górołazy to recydywiści.

2 myśli nt. „I gdy poczujesz nowy smak, to będę ja

  1. Irbis

    Recydywiści, na dodatek nieuleczalni.

    Cóż można jeszcze o górach powiedzieć, co by nie było banalne? Wydaje się, że powiedziano już wszystko?
    Tak samo jest z chodzeniem po górach, z wrażeniami. Zawsze może być inaczej, zawsze może nas coś zaskoczyć, zadziwić, zachwycić – i o to chodzi!

    Stary banał: nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.
    A na tę samą górę?

    Góry są „holistyczne”, niewyliczalne. Weźmiesz kilka szybszych oddechów, ten sam kamień ominiesz z innej strony, spojrzysz z innego kąta, i ten znajomy widok już będzie innny, o nieskończonej różnorodności obłoków nie wspominając…

Możliwość komentowania jest wyłączona.