Przygodniczka

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, w pięknym królestwie żyła pewna księżniczka. Żyła szczęśliwie, robiła to, co lubiła – a lubiła spotykać ludzi, zwiedzać nowe miejsca i strzelać z łuku. Z powodu zamiłowania do nowych przeżyć zwano ją Księżniczką Przygodniczką.

Poddani księżniczki martwili się trochę, że nie ma ona męża, który zapewniłby dziedzica tronu i – przy dużej dozie szczęścia – poskromiłby trochę Przygodniczkę, która nic, tylko wiecznie jeździ po kraju i poza krajem, zamiast tańczyć na zamkowych balach, uczyć się haftu i szukać idealnego księcia. Również Król i Królowa zastanawiali się, czy nie czas już wydać córkę za mąż. Królowa Matka, babcia księżniczki, regularnie pytała ją podczas rodzinnych obiadów w zamku:

– A ty, Przygodnisiu, kiedy wreszcie przyprowadzisz narzeczonego? Nie jesteś już najmłodsza, a babcia chciałaby doczekać wnuków, tak, tak!

Księżniczka jednak nie przejmowała się tym gadaniem i nadal robiła to, co lubiła – a lubiła spotykać ludzi, zwiedzać nowe miejsca i strzelać z łuku. No i z tego zwiedzania i strzelania wpakowała się pewnego dnia w tarapaty, testując bowiem nowy łuk na leśnej polanie, niechcący postrzeliła Smoka. Zbłąkana strzała księżniczki trafiła go w ucho i nie zrobiła mu wprawdzie krzywdy, ale wściekł się okrutnie, chwycił księżniczkę wielką, szponiastą łapą i za karę uwięził w kamiennej wieży. Wieża miała tylko jedno okienko na szczycie. Smok wsadził księżniczkę do wieży przez okienko, zostawił jej zapas jedzenia na dziesięć lat i poszedł sobie.

Przygodniczka nudziła się okropnie, a także martwiła o swoich rodziców, którzy z pewnością zastanawiali się, co się z nią stało. Z nudów zaczęła pisać wiersze, wydrapując je na ścianach kawałkiem cegły. Nauczyła się także gotować wspaniałe potrawy z zapasów zostawionych przez Smoka, wieczorami zaś przypominała sobie wszystkie tańce, których próbowano ją nauczyć w dzieciństwie. Taniec utrzymywał ją w dobrej kondycji. Przez resztę czasu wyglądała przez okno, bo patrzenie na ściany wieży ją przygnębiało,  i czesała włosy, które bardzo jej urosły.

Pewnego ranka, gdy tak wyglądała i czesała, zauważyła z góry młodzieńca na czarnym koniu. Młodzieniec natomiast zauważył wieżę i podjechał bliżej, by ją obejrzeć, a wtedy zauważył także księżniczkę, siedzącą w oknie na szczycie. Natychmiast postanowił ją uwolnić, było bowiem jasne, że sama się nie wydostanie. Zbudował więc z młodych drzewek rosnących w lesie wielką, solidną drabinę. Budowanie zajęło mu cały dzień, a księżniczka z góry śledziła jego wysiłki z drżeniem w sercu i bardzo się powstrzymywała, żeby nie wykrzykiwać dobrych rad, ponieważ z tak wysoka i tak by jej nie usłyszano. Wreszcie drabina była gotowa i młodzieniec przystawił ją do ściany wieży, tuż przy oknie, po czym najpierw wszedł na górę, żeby sprawdzić, czy szczeble wytrzymają. W ten sposób mógł wreszcie zamienić parę słów z księżniczką.

– Witaj – rzekł uprzejmie. – Przypuszczam, że sama nie możesz się stąd wydostać, zbudowałem więc drabinę. Czy zechcesz po niej zejść na dół?

– Och, całe szczęście, że to zrobiłeś – odparła księżniczka. – Naprawdę miałam już dość tej wieży, a nie ma tu w środku nic, z czego dałoby się zrobić linę.

Wówczas młodzieniec zszedł na dół, a za nim po wielkiej drabinie zeszła księżniczka. Na dole młodzieniec dwornie podał jej dłoń i pomógł zeskoczyć z ostatnich szczebli.

– Czy udasz się teraz wraz ze mną do mojego królestwa? Moi rodzice będą zachwyceni, mogąc poznać mego wybawcę. – rzekła księżniczka zaraz po tym, jak się przedstawiła.

– Ach, więc jesteś tą słynną Księżniczką Przygodniczką! – zaśmiał się młodzieniec. – Trzeba przyznać, że tym razem dopiero miałaś przygodę!

– Cieszę się, że już się skończyła. – powiedziała księżniczka, a potem zabrała młodzieńca do swojego zamku, a właściwie to on zawiózł ją na swoim czarnym koniu.

Król i Królowa nie posiadali się z radości, wyprawili przyjęcie na cześć powrotu córki i jej wybawiciela i wielokrotnie dziękowali mu za uwolnienie księżniczki z wieży. Młodzieniec zaś spacerował z księżniczką po pałacowych ogrodach i rozmawiał z nią całymi dniami, ona zaś opowiadała mu o swoich podróżach, a mówiła tak zajmująco, że w końcu młodzieniec zakochał się w niej. Ośmielony sympatią całej rodziny postanowił poprosić Przygodniczkę o rękę i podczas szczególnie uroczystej kolacji padł przed księżniczką na kolana, pytając, czy zechce zostać jego żoną.

– Obiecuję ci, że będziesz ze mną szczęśliwa – powiedział. – Będę wyprawiał bale na twoją cześć, będę dobrym ojcem dla naszych dzieci i już nigdy nie pozwolę ci wpaść w tarapaty.

Księżniczka uśmiechnęła się swoim najpiękniejszym uśmiechem i podniosła adoratora z kolan.

– Pochlebiasz mi, mój drogi – odrzekła – jestem pewna, że uszczęśliwiłbyś niejedną kobietę, a jednak wybrałeś mnie. Ja jednakże nie przepadam za balami, wcale nie chcę mieć dzieci i na dodatek lubię tarapaty. Zamiast wychodzić za mąż, wolę w dalszym ciągu podróżować i mieć różne przygody. Nie bylibyśmy dobrą parą.

– Zapewne masz rację – odparł młodzieniec. – W takim razie w trakcie swoich podróży odwiedź mnie w moim kraju.

– Z pewnością to zrobię. Cieszę się ogromnie, że się poznaliśmy, no i że pomogłeś mi wydostać się z wieży.

Gdy jasne się stało, że Podróżniczka nie wyjdzie za swego wybawcę, Król i Królowa trochę się zmartwili. Zmartwiła się trochę Królowa Matka, a także poddani. Szybko jednak doszli do wniosku, że martwienie się nic nie zmieni i zamiast szukać księżniczce męża, mianowali ją ambasadorką, żeby podczas swoich podróży zacieśniała kontakty między ich krajem a odwiedzanymi krainami.

Młodzieniec zaś wrócił do swej ojczyzny i jakiś czas potem poznał pewną dziewczynę, która kochała bale i dzieci. Wziął z nią ślub i żyli długo i szczęśliwie, a Księżniczka Przygodniczka odwiedzała ich raz w roku i zawsze miała nową, ciekawą historię do opowiedzenia.

2 myśli nt. „Przygodniczka

  1. Irbis

    Jeśli dziewczyny mówią jak łabędzie (albo na odwrót) – to może i ma sens testowanie łuku się w lesie …

Możliwość komentowania jest wyłączona.