Ach bój się, bój

Strach jest sygnałem, że dzieje się coś niezwykłego. Coś innego niż zawsze, do czego nie przywykłam, czego się nie spodziewałam. Zawsze najbardziej bałam się nieznanego, dlatego przez całe życie obmyślam scenariusze i plany, a jeśli oddaję komuś kontrolę, to tylko pod kontrolą. Nie znoszę zmiany planów, choć jednocześnie nieoczekiwane zwroty akcji powodują przyspieszone bicie serca i radosne wyczekiwanie niespodzianki. Lubię ten dreszczyk. Cóż, to nie nowość, że strach i podniecenie często występują razem i że kręci nas to, czego się boimy. Tylko jedni oglądają horrory, a innym wystarcza życie.

Strach nigdy mnie nie powstrzymywał. Wychodziłam na tym źle albo dobrze, raz salwując się ucieczką z nocnej, dalekiej Pragi w środku zimy, a innym znów razem zyskując piękną przygodę i wspaniałą historię do opowiadania. Albo męża, na przykład. Tym bardziej nigdy mnie nie powstrzymywały ostrzeżenia. Ach, więc mam nie chodzić po tym wysokim krawężniku, bo można spaść? A właśnie, że ja nie spadnę. Więc powiadasz, że powinnam uważać, bo się w tobie zakocham? Ha, nie tacy mi to mówili. Mhm, nie powinnam, bo to niebezpieczne? Just watch me.

Czego się nigdy nie nauczyłam, to analizować swojego strachu. Zauważam drania, mówię sobie: „O, boję się, to ciekawe” – i idę dalej, a on sobie zostaje z tyłu. Zazwyczaj. Bo czasami nie i wtedy zupełnie nie wiem, co począć. Co to za model i kto on jest? O co gościowi chodzi?

Że może tam z przodu jest gęsty, czarny, dziki las i warto by było zawrócić?

Just watch me.