Kontroler

Jakim cudem przez półtora roku od tego wpisu zdążyłam zapomnieć, że jestem control freakiem? Nie mam najbledszego pojęcia. Ponownie doszłam do tego wczoraj po pięciu godzinach kompulsywnego sprzątania, nastawiając chleb na rano i wciąż nie tracąc rozpędu. (Doskonała metoda ukradziona od A. Następnym razem użyję do sprzątania szczoteczki do zębów.)  No cholera mnie trzaska, jak nie kontroluję swojego życia. A umówmy się, że nikt naprawdę nie kontroluje swojego życia. Logicznie rzecz biorąc nie ma więc powodu, żeby na widok zakrętu, którego się nie spodziewałam, dostawać gęsiej skórki ze strachu. Tymczasem, Jezus, Maria, co się dzieje, ja tego  NIE ZAPLANOWAŁAM, nie mam scenariusza i co teraz? Drama!

Nie wiem, skąd mi się to bierze. To znaczy pierwszy z brzegu terapeuta znalazłby pewnie od razu kilka etykietek, ale żadna mnie nie przekonuje (tak, wiem, żarówka musi chcieć się zmienić). Rozważam przyczepienie sobie karteczki na lustrze czy gdzieś: „Keep calm  You control freak” – tak dla przypomnienia, bo rzecz nie tyle w tym, żeby się nie bać nieznanego, co żeby nie dopisywać do tego Bóg wie jakich teorii. Ot, sytuacja nie mieści się w założonym planie, a mnie to stresuje. Proste.

Korzyść jest oczywiście taka, że mam posprzątane, a że troszkę się znów nie wyspałam? Detal, wyśpię się po śmierci. Porządkując natomiast przestrzeń wokół siebie, powoli porządkuję również w głowie. Aż szkoda, że nie mam więcej czasu na szorowanie kuchni i łazienki.


Sorry, że znów enigmatycznie. Obiecuję, że kolejny wpis będzie normalny.

Jedna myśl nt. „Kontroler

Możliwość komentowania jest wyłączona.