Wtajemniczenia

Pierwszy stopień dziewczyńskiego wtajemniczenia osiągamy w szkole podstawowej. To ten, który pozwala nam wyczuć zainteresowanie. Mówcie, co chcecie, ale dziewczyna zawsze wie, kiedy ktoś na nią leci. Jeśli Adrian z siódmej be kocha się w Kasi z szóstej a, macie jak w banku, że Kasia o tym wie, choćby najudatniej zgrywała niewiniątko. To się po prostu wyczuwa, to się wie. Wcześniej albo później, ale raczej wcześniej. Każda laska to potrafi.

Drugi stopień to umiejętność odróżniania zainteresowania od prawdziwego uczucia i nieznajdowania symptomów miłości tam, gdzie jej nie ma. Czyli że jeśli mówi, że cię lubi, to prawdopodobnie znaczy tylko tyle, nie więcej. Jeśli podaje ci płaszcz, to znaczy, że jest dobrze wychowany. Jeśli kupuje ci kwiaty na urodziny, to pewnie lubi kupować kwiaty. Jeśli chętnie zaprasza cię do eleganckich restauracji, to zazwyczaj oznacza, że lubi do nich z tobą chodzić. Nic więcej. O dziwo ten poziom wtajemniczenia osiąga niewiele kobiet, a już nie daj Boże, jeśli się im trafi prawdziwy gentleman z zamiłowaniem do szarmanckich gestów. Taki ma przewalone, bo każda od razu myśli, że skoro te gesty takie szarmanckie – w oczy patrzy, gdy rozmawia, w dłoń całuje i nosi torby – to już na pewno kocha. Otóż nie, po prostu jest gentlemanem. To miłe, ale nie róbmy z siebie idiotki, ok?

Podobnie ma się rzecz z prawdziwym przyjacielem. Dolewa wina, trzyma za włosy, gdy rzygasz, pozwala szlochać  w marynarkę i kupuje trafione prezenty? Gratulacje, masz doskonałego kumpla, z którym możesz konie kraść. To nie znaczy, że on cię kocha (to znaczy pewnie kocha, ale nie tak, jak myślisz).

Jeśli to umiesz, to dasz sobie radę.

Ale jest jeszcze trzeci stopień. Polega na tym, żeby nauczyć się ufać sobie. Delikwent przez rok nie deklaruje, ale ty wiesz swoje i masz rację. Albo pitoli coś o przyjaźni, ale ty czujesz, że nie całkiem. Albo wyznaje po trzech latach, a ty od początku wiedziałaś. Kręci, daje znaki, okazuje czynem albo przeciwnie, milczy jak głaz. Rokminiasz to ze wszystkimi przyjaciółmi na sesjach indywidualnych i grupowych, wypijasz litry wina, próbując zgadnąć, co autor ma na myśli, a nawet stawiasz gościa pod ścianą i żądasz definicji, przy czym efekt każdej z tych prób jest taki sam, czyli wszyscy idę w zaparte, że nic, że nie. Ale, laska – jeśli czujesz, że coś jest na rzeczy, wsłuchaj się w ten wewnętrzny głos. Pozornie punkt drugi kłóci się z trzecim, wiem. Nie szkodzi.

Zaufaj sobie. Wiesz lepiej. BTDT.

4 myśli nt. „Wtajemniczenia

  1. lavinka

    „To się po prostu wyczuwa, to się wie” To ja chyba nigdy nie przeszłam pierwszego. Odkryłam, że mój facet mnie podrywa tak z pół roku później (co wyszło w rozmowach post factum). Poza tym nie przypominam sobie, by kiedykolwiek od przedszkola jakikolwiek mężczyzna się mną zainteresował w wieku jakimkolwiek. Podejrzewam, że po prostu nie wiem po czym się to poznaje. I jak to to się czuje? W sumie nadal tego nie czuję, po 4 latach związku. Raczej zakładam, że chyba mnie lubi, skoro ze mną jest.

  2. Irbis

    Punkt trzeci: jak rozszyfrować prawdziwego twardziela.
    Ewentualnie skrajnie nieśmiałego, ale tacy chyba wyginęli z przyczyn naturalnych?
    Pozdrawiam

    1. Luca Autor wpisu

      Po co rozszyfrowywać? Obserwować, czuć, nie dać się zwieść – wszystko:)

Możliwość komentowania jest wyłączona.