Duch ochoczy, ale ciało mdłe

Tak bym chciała!

Gotować. Sprzątać. Segregować i układać w pudełkach. Uprawiać namiętną miłość. Imprezować. Chodzić na spacery. A najbardziej – ćwiczyć.

Tymczasem od dwóch miesięcy coś. Najpierw było mi permanentnie słabo. Potem nadal. Potem wyjechaliśmy na wakacje i nas nie było. Potem z marszu dostaliśmy grypy żołądkowej. Ale przeszła i już było dobrze, już chciałam wrócić na aerobik (dla ciężarnych). Gdy wtem! przedwczoraj leżałam sobie z dzieckiem na podłodze, potem wstałam i jak mnie nie łupnęło w du… w pośladku!

Rwa kulszowa. Upierdliwa jak nigdy. Chodzę krzywiąc się w plecach, w nogach i na twarzy. Minął półmetek, zaczyna się masakra z kręgosłupem, znam to skądś, cholera jasna. Nie wiem, co mi wolno, a czego nie. Czarownica od kręgosłupa radzi zwieszać się na drążku. Jak się tak dobrze zwieszę, to dysk w końcu wskoczy na miejsce i będzie git. No fajnie, cieszę się bardzo. Jednak moja radość byłaby większa, gdybym umiała zwieszać się na drążku! Ale nie umiem. Czuję, że wyrywa mi to ręce ze stawów. Sorry.

A przed chwilą próbowałam wyjść z wanny tak, żeby nie nadwyrężyć rwy i nadwyrężyłam ramię.

Normalnie to się idzie na masaż, względnie do kręgarza, a poza tym dostaje się od doktora skierowanie na rentgen i zalecenie łykania ibupromu. Normalnie, czyli nie wtedy, gdy wewnątrz zamieszkuje mocno nieletni pasażer. Teraz to sobie mogę najwyżej porobić ćwiczenia rozciągające i łyknąć witaminkę be.

Podobno są kobiety, które w dziewiątym miesiącu zakupy na miesiąc pieszo, troje dzieci na rękach i w zębach, gonienie autobusu i z tym wszystkim znokautowałyby Pudziana bez zadyszki. Nie wiem, może nie ważą przed ciążą 47 kilo, może nie mają dyskopatii, może dużo ćwiczą, może kondycja z natury dobra. Ja zawsze byłam taka więcej mimoza. No dobrze, w dzieciństwie nie byłam, ale i tak wuef to był koszmar. A potem to już poszło: krzywe plecy i wszystko (tak, wiem, każdy ma krzywe, ale mnie boli), jakaś niedoleczona grypa owocująca nerwicą serca, w efekcie dziś nawet w moje ukochane góry pójdę na cztery, maks sześć godzin i to bez plecaka, bo z plecakiem mogiła. Znaczy nie, dziś to wcale, miałam na myśli przed ciążą. Dlatego właśnie po urodzeniu Licha ruszyłam się wreszcie na aerobik, a potem na jogę. Co prawda wciąż mi któryś dysk wypadał, ale kondycji faktycznie przybyło. I dlatego też bardzo, bardzo chciałam teraz całą ciążę ćwiczyć, a potem jak najszybciej wskoczyć znów na te zajęcia dla ledwo upieczonych matek. I co? Ano nie wiem właśnie. Aerobik z rwą to chyba średnio, nie?

2 myśli nt. „Duch ochoczy, ale ciało mdłe

  1. Ania

    Jako fizjoterapeutka (niestety nie od kręgosłupa) powiem, że z tym aerobikiem można by spróbować. Tylko musisz poobserwować, w których pozycjach zaczyna boleć i te sobie odpuścić. I koniecznie pogadać z instruktorką. No i nadal bym polecała metodę McKenzie. Myślę, że nawet w ciąży można by coś podziałać.
    Nie chcę robić reklamy, ale jeśli tam- http://orthos.warszawa.pl/ nie pomogą, to chyba już nie pomogą.

    1. Luca Autor wpisu

      Dziękuję! Wiesz, tam jest jednak sporo takich ćwiczeń aerobowych typowo, nie rozciągających. Na piłce, chodzenie w rytmie, takie tam. A ja po małym spacerze wczoraj – dziś nie mogę wstać…
      Każę się wymasować i chyba poszukam jogi dla ciężarnych, choć na jodze, pamiętam, też mi dysk przeskakuje…

Możliwość komentowania jest wyłączona.