Ja chodzę!

W środę wieczorem mnie masowano. Ponieważ jednak ciąża jest stanem błogosławionym, a w ogóle to nie choroba, to jasne jest, że lepiej w tym stanie nie nastawiać dysków. Przynajmniej nie manualnie (co wizualizuję jako „wziąć w palce i przesunąć”). Toteż zaserwowano mi masaż przestawionych okolic i całych pleców. Naiwnie sądziłam, że, jak zwykle, wstanę ze stołu jak nowa i wrócę do domu w radosnych podskokach, a dopiero nazajutrz poczuję się, jakby mnie ktoś obił bejsbolem. Otóż ledwo się doczołgałam i nie było to najbardziej radosne doświadczenie w moim życiu.

Z tym, że dostałam zalecenia: rozciągać się i chodzić, chodzić normalnie, chodzić fizjologicznie. Chodzenie fizjologiczne jest łatwiejsze, gdy nie masz wrażenia, że ktoś ci piłuje kość.

Nazajutrz było bez zmian.

Rozpoczęłam dzień od maści na wiadomy ból i Apapu, i próbowałam chodzić. Cain nie tylko został w domu, ale w ogóle wziął wolne, żeby zająć się młodą, bo jasne było, że ja w tym stanie nie dam rady. Ale chodzić, chodzić! No to poszłam na bazar, gdy wszyscy posnęli przed południem. Zrobiłam niewielkie zakupy, zahaczyłam o osiedlowy sklepik, wyszłam z niego, dobrnęłam do najbliższego murku i usiadłam. W deszczu i z przemożnym wrażeniem, że już tam zostanę na zawsze. Próba stanięcia na nodze – wrażenie zębów rekina w… no, właśnie tam. Ale nie, nie piszę do Was z murku, jakoś po pewnym czasie wstałam i dopełzłam z tymi morelami i wiśniami. Na resztę dnia spuśćmy zasłonę milczenia.

A w piątek… w piątek było lepiej! W piątek to już podróżowałam, że ho, ho: na pocztę, na spacer z dzieckiem, do paczkomatu, że nie wspomnę o powolnych, ale sukcesywnych porządkach w domu. Nowe życie, poważnie. W sobotę odważyłam się pojechać metrem do dwóch przychodni i dzięki temu jestem przygotowana do jutrzejszej kontroli człowieka w pudełku. A nawet poszłam na imprezę, gdzie głównie siedziałam, ale za to w dobrym towarzystwie.

Nie powiem, boli. Łupie. Niekiedy ćmi. Wyraźnie jednak czuć, że jeszcze ze dwa dni i będę jak nowa, może nawet dziecko podniosę bez natychmiastowego protestu ze strony pleców.

Aha, i ponoć spokojnie mogę ćwiczyć ten mój aerobik. Toteż znów postanawiam od wtorku wrócić do fitnessu!